loading
23 maja

SEDNO

12107728_813369002107815_358144023971147109_n

Czyli skąd się to wzięło.

W 1983 roku powstał Zespół Reprezentacyjny, którego sednem działania po dziś dzień jest samodzielne tłumaczenie, adaptowanie, aranżowanie i wykonywanie piosenek obcojęzycznych. Przez długie lata w zasobach Zespołu znalazły się utwory katalońskie, hiszpańskie, francuskie, sefardyjskie, amerykańskie (w tym Dylana), angielskie, czeskie, jiddisz, portugalskie, brazylijskie, rosyjskie, włoskie… Także kilka własnych. Z głębokiego wgryzania się w teksty i konteksty piosenek – po to, by je potem prezentować publicznie – Zespół uczynił swoją zasadę.

Można śmiało powiedzieć, że to właśnie Zespołowi zawdzięczają swoją reprezentatywną obecność w Polsce tacy wybitni twórcy piosenki literackiej, jak Katalończyk Lluís Llach i Francuz Georges Brassens. Polski kanon Llacha i polski kanon Brassensa to zasługa ZR i jego najbliższych przyjaciół – Joanny Karasek, Agnieszki Rurarz i Carlosa Marrodana.

Podobnie polski kanon Leonarda Cohena stworzył Maciej Zembaty, Toma Waitsa i Nicka Cave’a – Roman Kołakowski, Jacquesa Brela – Wojciech Młynarski. Za Władimira Wysockiego czy Jaromira Nohavicę brało się wielu.

Człowiek, od którego w muzyce rozrywkowej zaczęła się piosenka literacka, czyli Bob Dylan – nie miał dotąd kanonu polskiego.

Pierwsze publiczne nagrania piosenek Dylana – Odpowie ci wiatr i Czas wszystko zmienia Maryli Rodowicz, pochodzące z końca lat 1960., nie były właściwie tłumaczeniami, tylko impresjami na bazie oryginałów. Potem były próby pojedyncze – coś tam robił Tomasz Lipiński z Brygada Kryzys, coś tam Martyna Jakubowicz (dzięki tłumaczeniu frapującym i inteligentnym Andrzeja Jakubowicza). Martyna wreszcie nagrała w 2005 roku płytę Tylko Dylan z przekładami byłego męża oraz Michała Kłobukowskiego.

Ja w swoich przekładach staram się wywołać na polskim odbiorcy wrażenie maksymalnie zbliżone do tego, jakie wywierają teksty oryginalne na słuchaczach anglojęzycznych. Szukam źródeł, z których czerpie Dylan – muzycznych i literackich. Dużo czytam na temat Dylana. Wiem, że jego piosenki są przepełnione aluzjami do literatury, zwłaszcza poezji, do Biblii, do historii.

Wiem także, że wielu z tych aluzji nie da się po polsku oddać, bo są ewentualnie czytelne tylko dla Amerykanów. Tu raczej należy poddać się i zrezygnować z wierności na rzecz potoczystości. Ale wiem wreszcie też, że Dylan uwielbia wieloznaczność i podatność swoich testów na różne interpretacje. Każdy odbiorca może odczytać daną piosenkę nieco inaczej i będzie to odczytanie jakoś tam uprawnione. Np. kim jest „Mary”, która „dresses in green” (ubiera się na zielono) z piosenki Soon after Midnight (Północ minęła)? Czy to postać z jakiegoś poematu, czy Matka Boska, często portretowana w zielonych szatach? Tłumacz niekiedy dokonuje wyborów, bo uzyskanie takiej wieloznaczności po polsku jest niewykonalne. Czasem wybiera świadomie pewne odczytanie. Pojawiające się dalej słowa „time to meet the fairy queen” (czas, by się spotkać z wróżką) zinterpretowałem jako gotowość do spotkania z Szekspirowską Faerie Queen, czyli Tytanią: „na schadzkę z Tytanią ruszać czas” – bo jest w piosence kilka aluzji szekspirowskich…

Od początku wiedziałem też, że polski Dylan w mojej/naszej wersji powinien być osadzony w tradycji amerykańskiego folku, bluesa, country, shanty, pieśni traditional & western, gospel, voodoo itp.

Tak doszło do krystalizacji pomysłu na dylan.pl. Choć najpierw podejrzewałem, że skończy się na kilku występach solo. Sauté. Bez popitki.

fot. Jooli Photo

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Comments ( 0 )