loading
08 Cze

JAK ŚPIEWAĆ DYLANA?

Kevin Winter-WireImage

Wbrew pozorom pytanie jest fundamentalne. Znam z YT kilka zespołów, które zajmują się Dylanofilią sceniczną. Wokaliści najczęściej mają kręcone włosy i noszą ciemne okulary, odwołując się do najpopularniejszego stereotypu BD z okresu 1964-1966. A do tego często próbują naśladować frazowanie artysty.

W całej mojej przygodzie dylanowskiej w ogóle nie o to chodziło. Chciałbym umieć tak śpiewać jak Dylan (to nie żart, on naprawdę ma szczególny sposób śpiewania, akcentowania słów, jest to jego świadomy wybór, a nie konieczność), ale nie umiem. Mam kompletnie inną barwę głosu, inny rejestr. I śpiewam po polsku, co stanowi ogromną różnicę. Potoczystość polszczyzny to niemal oksymoron.

Pytanie o sposób śpiewania Dylana ma jednak szerszy aspekt, dotyczący także tłumaczenia jego tekstów. Bo on sam sobie pisze pod siebie, nie przejmując się miarami, sylabami, stopami. Dla niego liczą się tylko akcenty. A to oznacza, że w odpowiadających sobie wersach w różnych zwrotkach wcale nie musi być tyle samo sylab.

Przykład:

U Adama Mickiewicza mamy w odpowiednich fragmentach „Gdy cię nie widzę, nie wzdycham, nie płaczę” – „Cierpiałem nieraz, nie myślałem wcale” – „Dla twego zdrowia życia bym nie skąpił” – „Kiedy położysz rękę na me dłonie” itd. Wszystko to twardo rozpisane na 11 sylab, ze stopami trochę gorzej, ale w sumie reżim jest.

Niedawno na FB wrzuciłem w komentarzu do czyjegoś wpisu początkowy fragment piosenki Dylana Changing of the Guards w swoim tłumaczeniu. Zwrotkę rozpoczynają słowa „Sixteen years”. Zgodnie z przewidywaniami przełożyłem to jako „Szesnaście lat”. Liczba istotna, bo piosenka pisana była w 1978 w 16 lat po rozpoczęciu przez Dylana kariery i stanowiła rozliczenie z publicznością. Odezwał się na to inny dyskutant, z niesmakiem pisząc, że „szesnaście lat” nie mieści się we frazie „sixteen”, bo jest o sylabę więcej.

Rzecz w tym, że w jednej z kolejnych zwrotek Dylan śpiewa w pierwszym wersie: „They shaved her head”, czyli dokładnie tyle i takich sylab, jak w moim „Szesnaście lat”. W innej: „I stumbled to my feet” – znów odmienny układ sylab i akcentów. W kolejnej: „Gentlemen, he said”. Nie ma jednolitości. A to oznacza większą swobodę dla tłumacza/wykonawcy polskiego tekstu.

Wracam więc do początkowego pytania: jak śpiewać Dylana? Należy go najpierw zrozumieć. To brzmi strasznie megalomańsko i pretensjonalnie. Według tego, co sam myślę i czuję na podstawie kilkudziesięciu lat obcowania z jego piosenkami i z literaturą na jego temat – to dzieło, które pokazuje wiele drzwi. Niektóre wiodą na manowce. Inne prowadzą w zupełnie nowe światy. Piosenki Dylana pozwalają na migotliwe interpretacje. Można Visions of Johanna czytać jako piosenkę o trójkącie miłosnym, można jako opowieść o świecie trochę jak z filmów Lyncha avant la lettre. Można w Ain’t Talkin’ słyszeć żal za utraconą miłością, lament nad niegodziwością ludzi albo lęk w świecie, z którego na chwilę odszedł Bóg.

A kiedy już się wybierze jakąś interpretację, należy ją wyśpiewać. Opowiedzieć ją słowami, akcentując te, które są ważne, szczególne. Nie niszczyć melodii (choć sam Dylan nie ma wielkiego przywiązania do swoich melodii, często wszak pięknych), ale żonglować akcentami tak, by dotrzeć z tekstem do słuchacza. Bo o tekst tu chodzi. Treść jest zarazem formą i vice versa. To bardzo spójne dzieło.

Dylan inspirował się nie tylko śpiewakami ludowymi, ale też kaznodziejami. Protestanckie kazanie to odrębny żywioł tętniącej mowy, gdzie liczy się fraza, flow, akcenty, intonacja, dramaturgia. Warto i o tym pamiętać.

Tak ja chciałbym go śpiewać i staram się. Nie jestem rasowym wokalistą, mój głos ma konkretne ograniczenia. Mogę co najwyżej próbować wyrazić to, co w tych słowach dla mnie ważne, posługując się moją skalą i zakresem wrażliwości. Ale bez aptekarskiej drobiazgowości.

Fot. Kevin Winter/WireImage, za: http://www.rollingstone.com/music/news/bob-dylan-has-recorded-another-album-of-frank-sinatra-songs-20150303

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Comments ( 8 )
  • Śpiew, śpiewem – robi to jak chcę, ale to jak dobiera sobie harmonijki ustne, to jest dopiero dowolność pełna  
    No i gra muzyka 🙂

    Odpowiedz
  • Marcin Kwiecień

    W opinii mojej skromnej osoby, z batalii wychodzili zwycięsko ci , którzy z Dylanem obchodzili sie z szacunkiem, ale piosenkę śpiewali po swojemu. Dlatego Hendrix przetrwał . Patti Smith i „Changing the guards”. To sytuacje gdzie Dotknięty Palcem Boga śpiewa piosenkę innego Pstrykniętego. Do tego jeszcze „Viento Idiota” śpiewany po hiszpańsku w melodyczności tego języka ( tłumaczenia nie sprawdzałem ? – tlumacz poliglota sam oceni). A to co ważne – Dylan.pl póki co mieści się w kreatywnej ortodoksji. Też czekam na płytę.

    Odpowiedz
    • Filip Łobodziński

      Pańskie uznanie to zobowiązanie. Czuć, że pisze człowiek gruntownie obeznany. Ale może nam się uda trafić także do zwykłych Ziemian…

      Odpowiedz
      • Filip Łobodziński

        Pan to Poeta w ogóle. Słowa, nie tylko masy, co? Bo przyjemnie Pana czytać.

        Odpowiedz
        • Marcin Kwiecień

          Stawiać poważne zarzuty na forum publicum jest nieładnie. Tego „poety” nie da mi się łatwo udowodnić. A Panu tak. Do tego mamy niebezpieczne czasy i zachęcony miłym słowem nolens volens „poeta” opróżni szuflady a raczej wirtualne chmury z dzieł własnych tylko po to ,aby zalać nimi skrzynkę emailowaną Przekładacza (Przetłumacza?).

          Odpowiedz
          • Filip Łobodziński

            No to muszę do Canossy po dwa kilo popiołu na głowę.

          • Marcin Kwiecień

            Po popiół nie ma sensu. Sensem to jest to co robicie. Dobrych uczynków dość na kolejne żywota( bo kto to tam wie co będzie potem?)

      • Marcin Kwiecień

        A wcale , że zwyczajny. I Ziemianin. I polskojęzyczny. Standardowy. Czyli grymaśny i marudny. Tylko w swej polskojęzyczności na tyle zaawansowany, iż nawet w czasach kiedy znajomość Inglish przekraczała swobodne zakupy w samoobsługowym na Wyspach, nie wytworzyła się we mnie ( jak tak naprawdę w wielu) zdolność translacji zaangażowanego tekstu. To wieczne poczucie umykajacego sensu! Dla mnie/nas taka praca Pana Przekładacza to Dar Niebios. Chociaż oficjalnie nie przyznamy się do Zagubienia w Tłumaczeniu. W końcu jesteśmy Polskojęzyczni. I jest spora szansa aby połowa z nas zapragnęła zdobyć płytę, a nie ściągnąć ją internetu. A z tej połowy może nawet kolejna połowa postanowi ją , a nie wyłudzić na Wnuczka, lub inaczkupicinaczrjzłonków zespołu. Będzie dobrze!

        Odpowiedz