loading
15 Cze

FATHER OF NIGHT

 FoN

Korpus dzieła Dylanowskiego jest ogromny. Ocenia się, że napisał ok. 460 piosenek (niewielką część z nich jako współautor). W takim tłumie oczywiście są i jednostki słabsze. Jednak porażająca jest liczba utworów genialnych albo wybitnych. Mnóstwo jest też rzeczy świetnych/dobrych.

Nic dziwnego, że powstające co jakiś czas rankingi największych kawałków Dylana różnią się co do zawartości, nie mówiąc o kolejności. Trudno w tej różnorodnej i wielowymiarowej gęstwinie dojść do konsensu.

Pojawiają się nawet rankingi najbardziej niedocenionych piosenek, np. tu: http://www.rollingstone.com/music/news/20-overlooked-bob-dylan-classics-20110509.

I właśnie dzisiaj zajmę się jednym z takich ukrytych klejnocików. Czy na pewno? Są dylanolodzy, którzy uważają Father of Night za krótką, ale kichę. Argumentują, że to irytująca wyliczanka, bez głębi.

Moim zdaniem wręcz przeciwnie.

Najpierw kontekst. Wiosną 1970 roku Dylan dostał propozycję napisania piosenek do pewnego spektaklu. Zaczął pisać, powstały z tego trzy utwory, z których dwa gramy na naszej szykowanej płycie: New Morning, Time Passes Slowly i Father of Night. Ze wspólnego przedsięwzięcia nic nie wyszło z racji konfliktu wokół tej ostatniej piosenki, a utwory trafiły na kolejną płytę BD, wydaną w październiku 1970 New Morning.

Płyta powstawała w apogeum rodzinnej idylli. Spora część piosenek tchnie optymizmem, sławi sielskość i samotność we dwoje/samotność w rodzinnym cieple. Płyta ma jeszcze tę cechę wyróżniającą na tle innych dzieł BD, że podstawowym jego instrumentem jest tu fortepian.

I właśnie tylko fortepian oraz trzy wokalistki tworzą cały akompaniament finałowej, niespełna półtoraminutowej modlitwy Father of Night. Najkrótszy i jeden z najbardziej kameralnych wzniosłych utworów Dylana w całej jego drodze twórczej. Tu można posłuchać od 0’46’:

Piosenka to rzeczywiście wyliczanka atrybutów Boga. Na 9 lat przed przyjęciem Chrystusa Dylan bez zbędnego woalu kieruje swoje myśli, słowa i nuty ku Najwyższemu. Jest to raczej Bóg Starotestamentowy, czyli Ten, w czci dla którego Dylan był wychowywany i obrzezany. Piosenka w dość czytelny sposób nawiązuje do modlitwy judaistycznej Szmone esre, zwanej też Amidah: http://wiki.pardes.pl/index.php/Amida.

Jednak modlitwa Dylana nie jest tekstem wykluczającym, a włączającym. Może być wyznaniem ekumenicznym.

Kilka słów o przekładzie. To jedyna w naszym repertuarze piosenka, której przekład sygnuję wespół z moim majstrem od tłumaczenia, Carlosem Marrodanem. Carlos nie jest anglojęzyczny, co jednak nie miało tu znaczenia.

Piosenka mnie fascynowała, od kiedy ją usłyszałem. Także z powodu melodii i harmonii – jak na Dylana jest bardzo zawiła i skomplikowana. W ciekawy sposób, zero wydziwiania, pochód akordów jest w pełni konsekwentny. A frapująco niezwykły.

Będąc w sierpniu 1981 roku na swoim pierwszym obozie żeglarskim na Wielkich Jeziorach Mazurach, po wyruszeniu w kolejny dzienny rejs, przyznałem się Carlosowi, że jest taka bardzo kochana przeze mnie piosenka, która jest chyba nieprzetłumaczalna. Carlos na to: „Jesteś pewien? A masz jej tekst?”. Znałem go na pamięć, więc szybko spisałem z głowy na kartce, pokazałem Carlosowi i zacząłem na gorąco tłumaczyć dosłownie. „POCZEKAJ, FILIPKU” – powiedział Carlos, po czym zniknął w kajucie.

Nie było go z dwadzieścia minut. Na moje okrzyki od szotów: „Mam ciągle czekać?” odpowiadało mi tylko mrukliwe „No…” i brzęk szkła. Wreszcie Carlos wyłonił się z budy łódki typu orion o nazwie „Pantaleon”, rozejrzał się po akwenie (Jezioro Seksty), powiedział, żebym oddał szoty innej załogantce, i zaprosił do środka.

Czekała na nas przyrządzona właśnie flaszeczka „Krwawej Mary”. Carlos rozlał do kielonków brunatny płyn, wypiliśmy, po czym mój przyjaciel zaordynował: „To dawaj pierwszą zwrotkę”.

Wieczorem przy ognisku już mogliśmy odśpiewać wspólnie sporządzony przekład. Wspólnie wpasowywaliśmy frazy w korpus melodii i w akcenty. Największym – i niepokonanym przez nas wówczas – problemem była oczywiście powtarzalność formuły „Father of…”. Carlos był zdania, że można, gdy nam fraza utrudnia życie, stosować wybiegi. Dlatego czasem jest tu prosta inwokacja „Ojcze…”, czasem zaś „Tyś Ojciec…”.

Mam świadomość odejścia przez nas od ścisłego rygoru oryginału. Zapewne można by podjąć próbę zrobienia nowego przekładu. Ale nigdy tego tekstu nie tknąłem, aż dziwne. Zostawiłem go tak, jak wtedy, tamtego dusznego sierpniowego dnia na Sekstach w budzie „Pantaleona”, powstał przy sączonej „Krwawej Mary”. Należałoby ją może dopisać jako współautorkę…

landscape-1432309020-gettyimages-525392917

Fot. Getty Images

Została pamiątka po wspólnej pracy tłumackiej. I w takiej postaci wrzuciłem ją na naszą płytę.

Kiedyś w 1985 roku w Zespole Reprezentacyjnym postanowiliśmy nagrać sobie tę piosenkę dla przyjemności. Magnetofony ruszyły w klubie „Remont”, my siedzieliśmy na scenie: Jarosław Gugała przy fortepianie, ja przy mikrofonie z gitarą akustyczną, ówczesny nasz kolega z zespołu Wojtek Wiśniewski na harmonijce, a gościnnie wystąpił, grając cudowne solo przez dwie zwrotki, saksofonista Wojtek Staroniewicz, wówczas ze świeżo powstałego zespołu Set Off. Niedługo wcześniej zakończył działalność nagrodzony w Krakowie na Jazz Juniors poprzedni zespół Wojtka Mit Lidera, gdzie na kontrabasie grał Marek Wojtczak. Marek wkrótce zasilił ZR na stałe, a dziś jest basową podstawą także w   d y l a n . p l.

Tamto nagranie Ojca nocy gdzieś zaginęło, choć może gdzieś ktoś je ma. Teraz, na potrzeby płyty d y l a n . p l, czułem, że trzeba coś wymyślić innego. Coś równie kameralnego jak oryginał. I, zafascynowany od lat Fever w wersji Elvisa Presleya, zaproponowałem Markowi, żeby pokombinował, czy nie mógłby zagrać na gitarze basowej takiego akompaniamentu, który ogarnąłby całą niełatwą harmonię tej piosenki. Zagrał. A potem jeszcze zawziął się i zrobił to na kontrabasie. Ja dołożyłem głos i mruczane chórki w miejscu, gdzie w oryginale śpiewają trzy panie. Powstała też króciutka, tajemnicza sztuczka na kontrabas i głos.

Poniżej leci tekst w wersji mazurskiej, który dokładnie w tym samym brzmieniu śpiewamy dziś na płycie:

 

Tyś Ojciec dnia i nocy też

Tyś stworzył miłość i stworzył deszcz

to dzięki Tobie szybuje ptak

Tyś zabrał ciemność i stworzył blask

z Ciebie samotność i z Ciebie ból

Tyś stwórca tęczy i Ojciec burz

 

Tyś Ojciec nocy i Ojciec dnia

Tyś każdej chmurze nadał jej kształt

Ojcze strumieni i Ojcze rzek

Tyś stworzył czerń i Tyś stworzył biel

Tyś budowniczy wysokich gór

Tyś Ojciec czasu i Ojciec snów

 

Tyś Ojciec ziaren i Ojciec zbóż

Tyś stworzył upał, Tyś stworzył mróz

Ojcze powietrza i Ojcze drzew

Tyś Panem myśli naszych i serc

Tyś Ojciec minut i Ojciec lat

Twoją to chwałę głosimy co dnia

++++++

Obrazek zaczerpnięty spod adresu http://www.desertspiritsfire.com/p/bob-dylan-father-of-night.html.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Comments ( 9 )
  • Marcin Kwiecień

    To tłumaczenie pojawiło się drukiem gdzieś z ćwierćwieku temu. Taką opowieść do opowieści. Młodzik, a raczej patrząc z tej perspektywy zwykły szczyl, zagubiony pośród wiatrów emocji, tez i idei targających jego duszą , natrafił na tekst piosenki Boba Dylana w tłumaczeniu. Wstrząsnął. I zmusił do rozważań. Aby nie umknął w zakamarkach pamięci i labiryncie świata, został przepisane do brązowego notesu, wypełnionego tym co umknąć nie powinno. To te czasy sprzed epoki internetu, googla i drukarek. Prosta modlitwa, czyste wyznanie wiary robiło niezachwianą wiarę we własną nie wiarę. A złość z przegrania własnego buntu przejawiła się w pisaniu kazdego”Ojca” z małej litery. No dobra, może i Jesteś, ale nie taki wspaniały by zasłużyć na pisanie z dużej litery. Dziwny ten Dylan. Za mądry. I za trafnie oddający myśl słowem pisanym.

    Odpowiedz
    • Filip Łobodziński

      O мать, kiedy i gdzie? Pewnie w „Non Stopie”. Mam w domu zadołowane te numery (wszystkie) kolorowego „Non Stopu” i późniejszego „Rock’n’Rolla”. No, łechce Pan próżność. Dylana oczywiście. Łechce. Nie ma to-tamto.

      Odpowiedz
      • Marcin Kwiecień

        Chyba „Non stop”. Bo tej gazety nie traktowało się nożyczkami. A „Na przełaj” tak. Wydrukowali tłumaczenia Jerzego Menela, które wycięte, skończyło w „brązowym zeszycie”?. W tym samym miejscu co Father poszło ” Mówią, że wszystko ma swój kres/Mówią, że nigdzie nie jest blisko/A ja pamiętam twarz każdego/ Przez którego tutaj siedzę”. A „Non stopy” też miałem (mam? Pozostały u rodziców. ..) wszystkie licząc od szaroburego z Michałem Gira z Łabędzi. I Rokendrolowy też. Non stop w kulturze tamtego czasu był niezwykłym źródłem wiedzy o tym co naprawdę ważne i sensowne.

        Odpowiedz
  • Marcin Kwiecień

    https://pracownia52.pl/www/?page_id=13 numer 03-04/89. Dylan i All along the watchtower – dla tych którzy non stop nie doświadczyli.

    Odpowiedz
    • Filip Łobodziński

      Jakoś kombatanckie nastroje naszły. A tu z żywymi naprzód itd. Czasy nadchodzą nowe. Właściwie trochę już nadeszły.

      Odpowiedz
  • Marcin Kwiecień

    O tak! Oto czasy nadchodzą nowe!!!!

    Odpowiedz
  • Filip Łobodziński

    A Father of Night jest w 1/89. Zaistotnie.

    Odpowiedz
    • Marcin Kwiecień

      Kontent jestem, iż pamięć moja okazała się zdatna.?

      Odpowiedz
  • […] W ten sposób dwie piosenki z New Morning, które gramy, mają niekonwencjonalną obsadę. Drugą jest Ojciec nocy, opisany tu już wcześniej… […]

    Odpowiedz