loading
18 Cze

TANGLED UP IN BLUE

Gdybym miał wskazać – co byłoby torturą niewyobrażalną – JEDNĄ piosenkę Dylana, z jaką pozwolono by mi zostać do końca świata, pewnie byłaby to ta. Nie jestem tu oryginalny, to po prostu obiektywnie świetny utwór, oryginalny, wielowarstwowy, przejmujący, a na dodatek rewelacyjnie zagrany. Wśród tzw. openerów płyt Dylanowskich zdecydowany kandydat na podium – brawurowo rozpoczyna płytę Blood on the Tracks, przenikliwie bolesne studium relacji pani z panem.

Nawiasem pisząc, absolutnie doskonałą moim zdaniem wersję odśpiewała też KT Tunstall. Tam, gdzie u Dylana jest gorycz złagodzona dystansem, u Katie nadal broczy krew. I uśmiech wokalistki nic nie pomoże. Ból ćmi.

Kiedyś, wiele lat temu, w podobno kultowej już audycji „Radio Clash” w Trójce, zdecydowaliśmy z Maćkiem Chmielem i Grześkiem Brzozowiczem zaprosić Tomka Beksińskiego i stoczyć z nim pojedynek na rockowe teksty. On miał czytać swoje ukochane gotycko-symforockowe poezje, a my – dosadne, „stojące na ziemi” teksty punkowe, folkowe itp. I puszczaliśmy na przemian utwory, których słowa czytaliśmy.

Audycja wyszła kapitalnie, wszyscy wyszli z niej zadowoleni, bo dla Tomka, Maćka, Grześka i mnie było oczywiste, że słowo „pojedynek” jest tylko pewnym chwytem. Że pozostajemy w szacunku dla argumentów i upodobań frakcji przeciwnej, choć nie oznaczało to konwersji w żadną stronę.

Wśród tekstów, które przedstawialiśmy my, był m.in. właśnie ten utwór. Ja czytałem, ja kochałem, więc ja dokonałem przekładu tzw. filologicznego, dosłownego. Kilka lat później na bazie tych notatek sporządziłem jakieś tłumaczenie „dające się zaśpiewać”, ale od początku widziałem, że bronię tu beznadziejnych pozycji, że to jest wysilone, nie ma potoczystości i nie ma głębi.

Nawet nie przepisałem tego na maszynie, rękopis gdzieś przepadł. I dobrze.

Ale sprawa spokoju nie dawała. Jak to, mój absolutnie topowy utwór Dylana, a ja nic?

Jak zwykle – kluczem otwierającym drogę do dalszej pracy było wymyślenie tytułu-szlagwortu. Angielskie „tangled up in blue” to coś jak nasze „W dzikim winie zaplątani”, tyle że wino jest gorzkie, przygnębiające. Takie „spod bluesa”.

blue11

Fot. ze strony http://confessionsfromageorgiapeach.blogspot.com.tr/2014/12/tangled-up-in-blue-chords-2015.html

Czyli trzeba było znaleźć coś, co będzie uniwersalnie pasowało do wszystkich zwrotek i ukazywało postacie w ich uwikłaniu w coś w sumie smutnego.

Przyznam, że gdy obwieściłem najbliższym swój pomysł, to się skrzywili, że to zbitka nie do wyśpiewania: „w szarych pętach dżdżu”. Przyznawali rację, że jest zaplątanie, jest smętek, ale te spółgłoski… A jednak pozostałem przy swoim. I okazało się, że to się jednak daje zaśpiewać. W końcu nie takie rzeczy Polak potrafi z siebie wydobyć przy muzyce.

Przy przekładzie wziąłem sobie do serca jeszcze jedno. Otóż wprawdzie w kanonicznej wersji studyjnej narratorem jest cały czas ta sama osoba, ale w rozmaitych wersjach alternatywnych i koncertowych perspektywa się zmienia – raz jest to „ja”, raz „ty”, raz „on”. Sam Dylan chodził wówczas na kursy malarstwa i stamtąd wziął pomysł, by oświetlać opowieść z różnych kątów, jak w kubistycznym obrazie. „To jest jak film – co chwila kamera staje w innym kącie” – mówił. Przemyślałem to i polski przekład zrobiłem właśnie, mieszając te kąty widzenia.

Raz zagraliśmy tę piosenkę w Zespole Reprezentacyjnym podczas koncertu promującego płytę Mur, gdzie gościnnie na bębnach zagrał Grzegorz Grzyb. I z nim oraz z Markiem Wojtczakiem w trio odegraliśmy ten utwór na żywo. Nagranie się nie dokonało, ale pamiętałem, że moc była.

Teraz w   d y l a n . p l   nie miałem wątpliwości, że W szarych pętach dżdżu musi trafić na płytę. Nagraliśmy ją dość podobnie do wersji z Grzybem – ale oczywiście z 6-strunową gitarą akustyczną Jacka w istotnej roli. Ja na mojej dwunastce wspieram się, śpiewając. Marek gra na gitarze basowej, Polo na bębnach. Nic takiego. Ale więcej nie trzeba.

Dwie gitary akustyczne, grające NIEMAL to samo, to w prostej linii inspiracja oryginałem, a w mniej prostej, choć też oczywistej, fantastycznym utworem tria Crosby, Stills & Nash Suite: Judy Blue Eyes. Kto nie zna, to proszszszszsz…

Efekt moich wysiłków translatorskich pieśni Dylana – poniżej:

 

„A gdyby wciąż była ruda – zastanawiał w łóżku się –

czy coś by to zmieniło?” – słoneczny wstawał dzień

mówiły złe języki: „Nie uda im się, bo

jej mamusia dzierga ciuszki, a jej tatuś zarabia byle co”

więc on stopem chciał do metropolii, choć lał rzęsisty deszcz

jakoś wszystko dopiąć starał się, już niejeden przecież też

spłacił dług

w szarych pętach dżdżu

 

Była właśnie przed rozwodem, gdy się zakochał w niej

może nieco zbyt brutalnie, lecz pomógł jej wyplątać się

szosą mknęli byle dalej, aż w pewną smutną noc

zostali przyjaciółmi, chyba tak zawyrokował los

on się nawet nie obejrzał, lecz dobiegł go jej szept

ukradkiem rzekła za nim w ślad: „Jeszcze kiedyś spotkam cię

tam czy tu

w szarych pętach dżdżu”

 

Najmował się za dniówki jako kucharz, goniec, drwal

nie zagrzał nigdzie miejsca, coś go pchało ciągle w dal

wypływał też na kutrze aż za Filipiński Rów

znał na pamięć smak Golfsztromu, lecz do niej wracał myślą znów

na karku czuł przeszłości dech, ból się sączył z dawnych ran

kobiet miał na pęczki, a mimo to był sam

jak stary kruk

w szarych pętach dżdżu

 

Zatrzymałem się na piwo, to był jakiś z rurą bar

nagle widzę ją, jak tańczy spowita w męski gwar

wreszcie lokal się wyludnił i ja też mijałem próg

nagle staje mi na drodze, mówiąc: „Ja cię znam, na miły Bóg”

zlustrowała mnie w półmroku, po czym klękła mi u stóp

bąknąłem, że nieswojo mi, gdy czyściła z błota but

zniszczony mój

w szarych pętach dżdżu

 

Z kominka ciepło biło, dała mi i pić, i jeść

rzekła: „Ależ z ciebie mruk, już się bałam, że nie powiesz cześć”

i otwarła mi przed nosem książkę, pokazując palcem wiersz

jego prawdy blask rozjaśnił izbę wzdłuż i wszerz

sonet był sprzed ośmiu wieków, jakiś go napisał Włoch

a brzmiał tak dojmująco, jakbym ja sam był autorem

jego słów

w szarych pętach dżdżu

 

Żyłaś z tym facetem tam, gdzie muzyką noce brzmią

i tumult trwa, a w suterenie zamieszkał kątem on

gdy szemrane interesy opiekuna zmiotły ci

wszystko dałaś do lombardu, mróz ściął twoje dni

wreszcie miarka się przebrała, poczułaś, że masz dość

na bruk wyrzuciłaś tego, co przyszedł jako gość

na głód i chłód

w szarych pętach dżdżu

 

Wędrówka nauczyła go, jak za ciosem znosić cios

znów błądzić za nią wszędzie każe mu wewnętrzny głos

ich dawni przyjaciele poszli w biznes, w tango, w piach

cokolwiek dzisiaj robią, nierealni są jak w snach

a on wie, że i ją, i jego ten sam doświadczył los

z różnych perspektyw patrzą na to samo dno

dzień po dniu

w szarych pętach dżdżu

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Comments ( 5 )
  • z zakazanego miasta

    „A gdyby wciąż była ruda – czy coś by to zmieniło?”
    Pytanie zasadne od ćwierci wieku.
    Wciąż bez odpowiedzi.
    Chociaż odpowiedź jest tylko jedna…

    Odpowiedz
  • Michał

    Zawsze uważałem, że „Tangled up in Blue” jest faktycznie znakomitą piosenką Dylana, już od chwili jak pierwszy raz usłyszałem ją na składance. Ale dopiero za absolutne arcydzieło uznałem ją, kiedy usłyszałem oryginalną wersję z Nowego Yorku, która ostatecznie nie trafiła na album. Zresztą, osobiście sądzę, że to jedyna z piosenek nagrana po raz drugi w Minnesocie, która była lepsza w oryginale. W jakiś sposób zawsze lepiej do mnie trafiała, przez bardziej emocjonalny wokal Dylana, minimalizm w warstwie muzycznej i spowolnienie tempa, dzięki czemu ma się wrażenie jakby narrator ze spokojem dzielił się z nami tą epicką historią. No i oczywiście, ta zmiana perspektywy narratora z trzeciej osoby do pierwszej w przedostatniej zwrotce. Dlatego też postanowiłem wrzucić na warsztat do przetłumaczenia tę konkretną wersję. Efekt jest mniej więcej następujący :

    ” On leżał w łóżku rozmyślając
    Gdy dzień zastępował noc
    Czy to coś by zmieniło gdyby
    Ruda była wciąż
    Ludzie mówili, że ich wspólne życie
    To pomysł bez żadnych szans
    Bo pochodził z biednej rodziny
    Na niewiele było ich stać
    A on stał na poboczu drogi choć
    Przez deszcz całkiem zmókł
    Zmierzał do metropolii wciąż
    Bóg wie, że niejeden dług spłacił już
    W szarych więzach złud

    Miała właśnie się rozwodzić
    Gdy pierwszy raz spotkał ją
    Chyba pomógł jej z bagna wyjść
    Zbyt brutalnie ale wciąż
    Odjechali daleko jak mogli i
    Porzucili wóz byle gdzie
    Uznając, że najlepiej będzie
    Jeśli rozstaną się
    Odwróciła się ostatni raz
    By rzec mu tych parę słów
    „To z całą pewność nie jest koniec
    Spotkamy się kiedyś znów na którejś z dróg”
    W szarych więzach złud

    Wynajmował się jako kucharz
    By móc wyżyć przez pewien czas
    Ale nigdy nie lubił tego zbyt
    I w końcu wszystko trafił szlag
    Wyruszył więc do Los Angeles
    By tam znaleźć fortunę swą
    Pracował chwilę na lotnisku
    Do ciężarówek ładował złom
    I choć przez ten czas był całkiem sam
    Przeszłość była za nim o krok
    Spotkał już wiele kobiet
    Ale tylko o niej wciąż myśleć mógł
    W szarych więzach złud

    Pracowała w barze ze striptizem
    Gdzie na piwo się zatrzymałem raz
    W jasnym świetle reflektorów
    Patrzyłem na jej twarz
    A potem lokal się wyludnił
    I ja też odchodziłem w mrok
    Wtem zatrzymała mnie pytaniem
    „Czy ja cię aby nie znam skądś?”
    Pod nosem wybąkałem coś
    Zlustrowała mnie od stóp do głów
    Przyznaję, nieswojo się czułem
    Gdy wyczyściła chustą mój zniszczony but
    W szarych więzach złud

    Zapaliła w kominku ogień
    Dała mi pić i jeść
    „Wyglądasz na cichego typa” rzekła
    „Już myślałam, że nie powiesz ‚cześć'”
    A potem do rąk podała mi książkę
    Opasły wierszy tom
    Napisanych w trzynastym wieku
    Przez jakiegoś poetę z Włoch
    I wszystkie spisane tam wiersze
    Niosły w sobie szczerość i blask
    Zupełnie jakbym to ja dla ciebie
    Napisał całkiem sam każde z tych słów
    W szarych więzach złud

    Praca albo narkotyki
    Zajmowały mu cały czas
    Więc ona musiała swoje plany
    Odkładać raz po raz
    Sądziła, że dają radę
    A on, że lepiej nie może już być
    Dobytek mieli ogromny – fakt
    Lecz nie imponowało to mi
    Zacząłem się wycofywać gdy
    Na dno leciało wszystko jak wrak
    W końcu jedyne co naprawdę umiałem
    To frunąć w przód jak ptak pośród chmur
    W szarych więzach złud

    Więc znów jestem na starym szlaku
    Muszę jakoś znaleźć ją
    Wszyscy ludzie, których kiedyś znaliśmy
    Dziś dla mnie iluzją są
    Część z nich zdobyło karierę
    Część przepadło w dym
    Nie wiem jak to się zaczęło
    Ani co robią z życiem swym
    Co do mnie, wiem że znowu w drogę
    Wyruszyć wreszcie czas
    Zawsze czuliśmy to samo lecz
    Dzielił ciągle nas widzenia punkt
    W szarych więzach złud ”

    Nie jest to może najlepsze tłumaczenie jakie da się zrobić i pewnie jeszcze będę je poprawiał, ale jestem całkiem zadowolony z ostatecznego efektu. Co sprowadza mnie do pytania, zamierza Pan jeszcze wracać do tej piosenki na zasadzie zmiany słów? W sensie, na przykład przetłumaczenie wersji z płyty „Real Live”. Już raczej nie na zasadzie nagrania studyjnego, ale żeby na przykład tak jak to sam mistrz, zagrać właśnie na jakimś koncercie.

    Skądinąd niesamowite jest, że ten człowiek jest w stanie swoje piosenki grać w tak odmienny sposób, że za każdym razem oferują coś zupełnie nowego. Zawsze wydawało mi się, że jeżeli chodzi o reinterpretacje Dylana, to nikt nie robi tego lepiej jak sam Dylan.

    Serdecznie pozdrawiam.

    Odpowiedz
    • Filip Łobodziński

      Serdecznie Panu dziękuję – za komentarz i przede wszystkim za ten przekład. Jest rzeczywiście interesujący, a momentami (niekiedy) bardzo podobny do mojego, co oznacza, że intuicję miewamy wspólną.
      Co do przekładów różnych wersji – miałem taki pomysł, żeby zrobić TUIB w tylu wersjach, ile jest zarejestrowanych na płytach oficjalnych i bootlegach. Może to zrobię. Na razie pomysł ten wcieliłem w życie przy Caribbean Wind, zrobiłem sześć różnych przekładów……………. Kłaniam się nisko.

      Odpowiedz
      • Michał

        Bardzo się cieszę, że przekład się spodobał.

        To ciekawe. Istnieje możliwość wglądu w te tłumaczenia, czy znajdują się one w przysłowiowej szufladzie każdego twórcy? Nie przypominam sobie, żebym natrafił na „Karaibskie Wichry” przeglądając Duszny kraj.

        Odpowiedz
        • Filip Łobodziński

          Bo to późniejsze przekłady. Szykuję wydanie rozszerzone za dwa lata.

          Odpowiedz