loading
27 Cze

CÓŻ JEST PRZEBÓJ I PO CÓŻ ON JEST?

Szok, uszczęśliwienie, niedowierzanie i rozedrganie, jakie towarzyszyły nam w zespole w ostatni weekend, wzmocnione dodatkowo palpitacyjnym meczem ze Szwajcarią, dają się w pewnym sensie wytłumaczyć.

Oto bowiem na liście WSZYSTKICH PIOSENEK DO GŁOSOWANIA Listy Przebojów radiowej Trójki (http://lp3.polskieradio.pl/glosowanie/listaDoGlosowania.aspx) pojawiła się – pomiędzy piosenkami The Dumplings a Editors (przyzwoite sąsiedztwo) nasza produkcja. Dziełko zespołu, który nie ma dotąd na rynku żadnych nagrań, płyt, nie istnieją jego fankluby, przynajmniej o ile nam wiadomo. Nie ma jeszcze w pełni dogadanych spraw wydawniczych, a – co za tym idzie – nie ma też aparatury promocyjnej.

Sami wysłaliśmy do Polskiego Radia trzy nasze kawałki, z opcją Adama, co dał imiona zwierzętom jako potencjalnego przeboju.

f5383aab799fa392eeaefdb8351671dc

Fot. ze strony http://www.marekniedzwiecki.pl/579dfe414e0a893262fac0be81d25215,entry.html

Dlaczego Adam? Bo rytmiczny, bo melodyjny, bo melodia jest już niektórym w Polsce znana z oryginału, bo tekst chwytliwy, a zarazem niegłupi, bo chyba dość zręcznie napisany po polsku, bo czujnie zaaranżowany przez Jacka Wąsowskiego. No i atut naczelny – bo skrzy się blaskiem gwiazd, które po kolei udzielają swoich wspaniałych i rozpoznawalnych głosów. Czyli patent sprawdzony przy We Are the World (zachowując oczywiście proporcje). Dużo argumentów przemawia za tym, by piosenka mogła być atrakcyjna dla szerokiej publiczności.

Na pewno szerszej niż oczekiwana publiczność piosenek Boba Dylana po polsku.

Co to jest przebój? Zapewne jest kilka definicji. Dla nas to po prostu piosenka, która budzi pozytywne skojarzenia – pozytywne w tym sensie, że słuchając jej, odczuwa się przyjemność jak ze spotkania z fajnym znajomym, ekscytację organiczną (ciało żwawo dopasowuje się do rytmiki) i duchową (lubimy sobie zanucić w wolnej chwili, a każde przypomnienie sobie piosenki budzi chęć posłuchania jej na nowo).

Adam dał imiona zwierzętom spełnia kilka warunków, by takim przebojem być. A na dodatek wcale się nie wdzięczy do słuchaczy. Naprawdę! Poprzez wdzięczenie się rozumiem powtarzanie w kółko refrenu czy innego zapadającego w pamięć motywu, świadczące o samouwielbieniu. Są piosenki hedonistyczne, gdzie refren leci pod koniec kilkakrotnie w celu odciśnięcia w psychice słuchaczy trwałego nagniotu estetycznego. I OK, niech tak będzie. Takie też muszą istnieć.

Adam nie epatuje refrenem. Nawet kończy się bez refrenu, ostatnia zwrotka urywa się wręcz przed ostatnim, domyślnym wersem – wersem, który mówi o stałym towarzyszu życia człowieka, czyli grzechu. Czyli optymizm inaczej.

A jednak to jest materiał na przebój.

Czy jednak Bob Dylan jest artystą przebojowym? Piosenek, które wywindował w wysokie rejony list przebojów, jest bardzo niewiele. Tekstowo są z reguły za trudne, za dużo tam myślenia. To nie ułatwia. Jednak kilka jego utworów jest naprawdę popularnych, a ten jeden nawet w jego osobistym wykonaniu. Like a Rolling Stone stało się hitem w wersji nomen omen Rolling Stonesów, Knockin’ on Heaven’s DoorClaptona, a potem Guns N’ Roses, I’ll Be Your Baby TonightRoberta Palmera z grupą UB40, Blowin’ in the Windtria Peter, Paul & Mary, Mr. Tambourine Mangrupy the Byrds, All Along the Watchtower nie zostało przebojem, ale jest standardem dzięki wersji Jimi Hendrix Experience. Man Gave Names to All the Animals zaistniało w powszechnej świadomości jako jego własny sukces. Umiarkowany, ale jednak.

Po co? Samemu Dylanowi chyba na tym nie zależało. W każdym razie nie robił z tego kwestii. Zadziałały mechanizmy rynku i pozycji wydawcy.

My zdecydowaliśmy się sami, zanim podpisaliśmy umowę z potencjalnym wydawcą naszej płyty, zawalczyć o popularność Adama. Po co?

Bo walczymy o samych siebie. Wierzymy głęboko, że polska przestrzeń muzyczno-duchowa zasługuje na polski kanon Dylanowski. A ponieważ nieskromnie uważamy, że mamy w zanadrzu całkiem przyzwoity materiał, który nie przynosi wstydu nam i godnie reprezentuje jakąś tam wersję Boba Dylana po polsku; ponieważ to, co śpiewamy, i to, jak gramy, jest propozycją oryginalną i nietypową dla naszego rynku muzycznego; ponieważ Dylan w ogóle jest niesłusznie gdzieś w kącie polskiej świadomości muzycznej, choć to jemu jednoosobowo świat zawdzięcza rynkową pozycję piosenki z tekstem – walczymy o naszego Dylana. O dylan.pl.

Czy się uda – to już oczywiście pytanie do wróżów. Być może Polacy nie mają receptorów nastawionych na tego typu wrażliwość twórczą. Podobnie jak nie umieli zachęcić siebie do Davida Bowie’ego, Franka Zappy… Podobnie jak nie było u nas popytu na koncerty Joni Mitchell, Bruce’a Springsteena, Laurie Anderson, Elvisa Costello, a Bonnie „Prince” Billy zdołał częściowo zapełnić mały klub w Warszawie. Na pamiętny koncert na stadionie Cracovii w 1994, kiedy ulewa przerwała magnetyczny występ Dylana, kupiło bilety kilka razy mnie ludzi, niż było w ofercie.

Ale próbujemy. Nie mamy za sobą siły fanklubów, zorganizowanej machiny promocyjnej, jesteśmy w pewnym sensie gostkami z ulicy. Możemy być ocenieni tylko i wyłącznie na podstawie tzw. face value, czyli wartości nominalnej. Z ogromną wdzięcznością traktujemy to, że tę wartość niebotycznie podwyższyli nam przy Adamie wybitni artyści: Tomek Organek, Marysia Sadowska, Muniek Staszczyk, Pablopavo i multiinstrumentalista Tomek Hernik.

Reszta nie jest milczeniem. Jest GŁOSOWANIEM. Może się uda. Jeśli nie – i tak zrobimy, co do nas należy. Wydamy nasz album jesienią, licząc na to, że przynajmniej będzie zauważony jako w pewnym sensie wydarzenie pionierskie w naszej kulturze. To duże słowa, ale zamiar jest też duży.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Comments ( 6 )
  • Marcin Kwiecień

    I Tom Waits. I Patti Smith. Duże narodowe zaległości. A przebój ważny jest. I jedyne co mogę zrobić, to zrobić to znowu. Zagłosować. Bo warto. I już.

    Odpowiedz
    • Filip

      W imieniu całego ansamblu kłaniamy się i gratulujemy gustu!

      Odpowiedz
    • Filip Łobodziński

      W imieniu całego ansamblu dziękuję i gratuluję gustu :). A z Waitsem i Smith prawda, choć na jej koncercie na Woli dwa lata temu był tłum i ekstaza.

      Odpowiedz
      • Marcin Kwiecień

        Coś na przełomie wieków padły w prasie, bo jeszcze nie w intetnecie, informacje o najpierw planach, potem o rezygnacji z koncertu Patti. I powód – niewystarczające zainteresowanie. W ubiegłym roku podczas Off F. córka stwierdziła -„chcę taką babcię ☺”

        Odpowiedz