loading
04 Lip

TEMPEST

Zapowiadaliśmy na FB, że niebawem kilka słów o Burzy. Postaram się skondensować, bo sam tekst ballady jest monstrualnie długi :).

To tytułowy utwór z ostatniej jak dotąd autorskiej płyty Dylana, wydanej w 2012. Zaaranżowana w nieco irlandzkim stylu, długa opowieść przypomina pieśń dziadowską w swoim najlepszym wydaniu: oto narrator-śpiewak relacjonuje straszne wydarzenia zgromadzonej publice, operując tłem, ale przede wszystkim szczegółami, nierzadko brutalnymi. O czym opowiada? O zatonięciu „Titanica”.

Der Untergang der Titanic

Willy Stöwer, Untergang der Titanic, 1912

W tekście pojawiają się różne postacie, niektóre nie mają potwierdzenia w dokumentach historycznych. Na liście pasażerów byli np. państwo Astorowie, ale nie było nikogo z nazwiskiem bądź tytułem Wellington… Cleo też jest postacią wątpliwą. Z kolei bardzo wiele szczegółów samej katastrofy i zachowań ludzi na pokładzie odpowiada relacjom historycznym. Zatem jest to historyjka, gdzie prawda miesza się z fantazją gawędziarza. Dokładnie tak, jak w kanonie pieśni dziadowskiej.

Kiedy płyta ujrzała światło rynku, pierwsi recenzenci zwrócili uwagę na postać niejakiego Leo. Oczywiste skojarzenie – Leonardo di Caprio. A więc to ballada inspirowana Oscarowym lodołamaczem Jamesa Camerona.

6698_rose-and-jack-titanic

Fot. za http://www.thehansindia.com/posts/index/Cinema/2016-02-03/Leonardo-Di-Caprio-could-have-been-saved-in-Titanic-Kate-Winslet/204471

Ale u Dylana nigdy (no, prawie nigdy) nie ma tak prosto. Jak wynika ze spisu pasażerów, trzecią klasa podróżował niejaki Leo Zimmermann z Niemiec (https://www.encyclopedia-titanica.org/titanic-victim/leo-zimmermann.html). Nosił więc prawie takie samo nazwisko, co rodzina ojca Dylana i w młodości on sam (dłuższe o jedno „n”). Otóż i Dylanowska zabawa: stworzyć coś, co migotliwie umyka przyszpileniu i raz Leo jest hollywoodzkim gwiazdorem z ekranowego wyciskacza łez, a raz – możliwym dalekim krewnym autora.

Parę lat temu, gdy już miałem spory zasób przekładów Dylanowskich, zorientowałem się, że z jakiegoś powodu (lenistwa?) skupiam się na krótkich piosenkach. Tymczasem w księdze Dylana dużo jest utworów opasłych, rozbudowanych, epickich. I wtedy zacząłem próbować swoich sił z dużą formą.

W lipcu 2014 zmierzyłem się z Tempest, na płycie trwającą blisko 14 minut. Po kilku korektach uznałem, że wstydu nie ma, tok narracji jest odpowiednio „dziadowski”, szczegóły należycie uwypuklone. I pojawiający się w czterech momentach watchman znalazł niezły odpowiednik w „wachtowym”. „Wachtowy”, który śpi spokojnie, gdy dzieją się takie rzeczy… Ale to kolejny przykład żonglowania chronologią przez Dylana. Czas kolisty. Ciągły nawrót do postaci, który w porę nie ostrzegł.

We wrześniu wziąłem ze sobą tekst i gitarę na Mazury na okręt managera Zespołu Reprezentacyjnego. I tam na jeziorze Seksty (gdzie 34 lata wcześniej powstał przekład Ojca nocy) poprosiłem o ustawienie kamery – i nagrałem całość po swojemu.

https://www.youtube.com/watch?v=JY2Rr538-fk

To był początek nigdy nie zrealizowanego dalszego ciągu – by swoje przekłady Dylana wpuścić w sieć i w ten sposób zadbać o ich życie muzyczne, nie tylko papierowe.

Ale na przełomie jesieni i zimy 2014 powstał dylan.pl.

Kilka miesięcy później z niezwykłą u mnie dezynwolturą namówiłem koleżeństwo z dylan.pl do tego, żeby zmierzyć się z Burzą. Efekt wreszcie jest.

Gramy to nieco szybciej niż Dylan, ale w podobnym rytmie. Tym razem ograniczyłem się zasadniczo do śpiewania, choć przy „wachtowych” i w kilku innych miejscach dorzucam „pubowy” chórek. Towarzyszy mi Jacek.

Jacek gra na 6-strunowej gitarze akustycznej i bandżu.

Marek sadzi rzadkie susy na kontrabasie.

Polo wspiera nas delikatnie na shakerze, tamburynie i pewnych elementach zestawu perkusyjnego.

Jacek i ja dorzucamy jeszcze w czterech przejściach instrumentalnych efekty perkusyjne – Jacek klaszcze, ja uderzam w futerał gitary.

ALE TO NIE KONIEC. Całą piosenkę ustawił nam właściwie Tomek Hernik grą na cudacznym antycznym ustrojstwie sprzed kilkudziesięciu lat, harmonii elektrycznej. Walizkowym instrumencie o uroczo oldskulowych wyglądzie i brzmieniu.

20160227_120030

Gościnnie wystąpił też Paweł Szymiczek z duetu Ceili – na flecie irlandzkim.

http://ceilimusic.wix.com/ceili#!biography/c1enr

Ceili

(Tu Paweł uzbrojony jest w dudy, ale to z innej sesji).

Udał nam się utwór długi, który, jak mawiał kabaret Elita, „miejscami się ciągnie”. Ale tak miało być.

Skądinąd ciekawe, że wszyscy wiemy,m jak cała historia się skończy. A jednak słucha się tego (przynajmniej po angielsku) z zapartym stolcem. Poza tym to być może pierwsza pieśń w dziejach anglojęzycznej kultury popularnej, gdzie pada słowo „balustrady”.

No to czas na opowieść:

 

Posępny księżyc bladnął, snuł pieśń śród nocnych zórz

o statku, co poszedł na dno, a wraz z nim setki dusz

 

Czternasty dzień był kwietnia, przed dziobem statku zaś

atlantyckie fale i przyszłość niczym baśń

 

Na czarnym niebie gwiazdy, ocean niby stół

on ku godzinie prawdy przez mroki naprzód pruł

 

Elektrycznych blask latarni wyzwanie rzucał mgłom

na damy i kawalerów już Pana czekał dom

 

Swój migot spod balustrad kandelabry słały w dół

na podium, gdzie orkiestra brzmiała pełnią rzewnych nut

 

Wachtowy spał spokojnie, choć w dole wciąż trwał bal

śnił, że Titanic tonie, opada w czeluść fal

 

Leo wziął szkicownik, natchnieniem tknięty wtem

i z oczami zamkniętymi jął rysować scenę tę

 

Kupidyn go ugodził, szepcząc: „Szczęście miej!”

Leo zerknął na sąsiadkę i na łono opadł jej

 

Lecz wyrwał go z idylli złowrogi, nagły huk

wewnętrzny głos rzekł: „Czmychaj, jeśli ci miły Bóg!”

 

Przegnawszy sen, ku rufie postanowił przejść

i ujrzał, że na rufie już wody jest po pierś

 

Kominy pion straciły, dudnił tupot nóg

żywioł się rozpętał, ofiary pierwsze zwlókł

 

Przez pokład fale biegły, strwożony pierzchał szczur

w zaświatach apel poległych anielski czytał chór

 

Już półmrok w korytarzach, chaos u obu burt

pierwsze martwe ciała unosił wartki nurt

 

Kotły wybuchały, nie dało się włączyć śrub

pękł statek, choć niemały, i w toni zapadał się grób

 

Pasażerami miotało w tę, nazad, w dół, pod dach

ich stęki, kwęki, jęki przepełniał dziki strach

 

Zasłona się rozdarła, gdy przestała północ bić

choć w trwodze wyły gardła, cud żaden nie mógł przyjść

 

Wachtowy spał spokojnie, choć w krąg narastał chłód

śnił, że Titanic tonie, już fal nie pruje dziób

 

Wellington się zbudził, gdy koję zmiotło w bok

ów najmężniejszy z ludzi podjął marsz przez mrok

 

Gdy brnął tak, wszędzie deptał i gniótł okruchy szkła

w dwa zbrojny pistolety – czy większą szansę miał?

 

Po jego towarzyszach wyraźnie przepadł ślad

sam czekał więc, by czoło stawić, gdy los da znak

 

Korytarz był wąziutki, pełen płaczu, sprzętów, zwłok

panował zgiełk nieludzki, tragedia – co krok

 

Próżno dzwonki alarmowe zły zaklinały los

bliscy objęci kurczowo drżeli w straszną noc

 

W lodowatą otchłań matki z dziećmi wraz

skakały, lecz je zmiotła fala, grzebiąc gorzki płacz

 

Bogacz nazwiskiem Astor dłoń podał żonie swej

pojęcia wszak mieć nie mógł, że w ostatni ruszył rejs

 

Jonasz, Hiob i Kain rozdali kart po pięć

żaden z nich nie przeżył, by opisać podróż tę

 

Brat powstał przeciw bratu, już się ścielił trup

piekielny walc wszechświatów ciała śmierci kładł do stóp

 

Zatrzeszczał głośno łańcuch, szalupy poszły w dół

lecz niemało było zdrajców, co łamali karki w pół

 

Na pomoc biskup skoczył, lecz tonęli, błądząc wpław

ku niebu uniósł oczy, rzekł: „Nieszczęsne dusze zbaw”.

 

Davey, alfons młody, wolne swym dziewczętom dał

patrzył, jak wzbierają wody, jak odchodzi jego świat

 

Goguś Jim pływać nie umiał, lecz oddał miejsce swe

gdy w gęstym ujrzał tłumie kalekiego dziecka łzę

 

A potem dostrzegł gwiazdę, co ze Wschodu słała blask

śmierć zbierała żniwo, Jim ze spokojem gasł

 

Nitować chciano włazy, lecz próżny był to trud

i wśród złotych poręczy zagościł bezmiar wód

 

Leo rzekł do Cleo: „Boję się, że wpadnę w szał!”

lecz już dawno stracił zmysły, jeśli je w ogóle miał

 

By innym oszczędzić bólu, chciał zablokować drzwi

z otwartej rany na ręce płynęła struga krwi

 

Płatek za płatkiem spadał z kwiatów, cicho mrąc

zły czar wielkiego Maga czynił krzywdy moc

 

Wodzirej sączył brandy wśród draperii fałd

nie ratował się w te pędy, na miejscu dzielnie trwał

 

Setki bezimiennych – na morzu pierwszy raz

i pierwszy raz poza domem – swój przeklinało czas

 

Wachtowy spał spokojnie, choć nie miało nadejść dziś

śnił, że Titanic tonie, i chciał na alarm bić

 

U steru klęczał kapitan i nie mógł złapać tchu

bo pod nim i nad nim zgrzytał potężny statek-cud

 

Popatrzył jeszcze na kompas pośród gorzkich łez

w dół igła wskazywała – zrozumiał, że to kres

 

Wyszeptał więc modlitwę i wspomniał życia bieg

sięgnął po Apokalipsę i czytał, tłumiąc lęk

 

Kostucha skończyła dzieło: piękni, brzydcy, dobrzy, źli

bogaci, biedni, średni – tysiąc sześćset na dnie śpi

 

A w Nowym Jorku trwoga, chcą pojąć wyrok zły

lecz zamysłów Boga nie pojmie nigdy nikt

 

Po telegrafu drutach złowieszcza przyszła wieść

miłość nagle uschła, zionęła mrozem śmierć

 

Wachtowy spał spokojnie, ufając przyszłym dniom

śnił, że Titanic tonie, opada już na dno

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Comments ( 7 )
  • Marcin Kwiecień

    Ciąg skojarzeń do wpisu dotarł do … Nico. Czyż ona nie grała na takim klawiszowym cudzie? A potem, że jak Nico to i These days. I piosenka Dylana. I, że jej los tragiczny jak Titanica.

    Odpowiedz
    • Filip Łobodziński

      Ona grała na czymś, co się zwie fisharmonią w niedużej wersji (Indian pump organ), rzecz była napędzana powietrzem z miecha. https://www.youtube.com/watch?v=z5eki8Jh1hA
      Jeden z koleżków z zespołu Joe Bonamassy czasami stosuje takie cóś. A to Tomka to ustrojstwo na prund. Naprawdę – jak skrzyżowanie akordeonu z maszyną do szycia.
      Nico… pamiętam salę Riviery w Warszawie, zimną od jej muzyki i od w sumie niezbyt tłumnej publiki (w każdym razie szwy sali były nienaruszone).
      A kiedy zmarła, akurat byłem w Amsterdamie i burzyłem domy. Taka karma. Ale popływała dłużej niż Titanic.

      Odpowiedz
      • Marcin Kwiecień

        Nico dała mi jedno. Pewność,że mój akcent w angielskim nie jest taki zły .

        Odpowiedz
  • Adam

    a mój ciąg skojarzeń szybko doprowadził mnie do Desolation Row 🙂

    trzymam kciuki- zapowiada się bomba

    Odpowiedz
    • Filip Łobodziński

      Desolation Row – też przełożyłem, ale to już byłby hardkor dla słuchaczy. I kolegów z zespołu ;). Chociaż… może kiedyś… U mnie to jest „Ulica Krach”.

      Odpowiedz
  • pIOTR mICHAŁOWSKI

    Panie Filipie, skąd pomysł, by „Calvin, Blake and Wilson” przetłumaczyć jako „Jonasz, Hiob i Kain”? Internet roi się od spekulacji, kim są postacie z oryginału (wymienia się np. Jana Kalwina, Williama Blake’a i prezydenta Woodrowa Wilsona). Zafrapowało mnie Pana tłumaczenie, prosiłbym więc o uchylenie rąbka translatorskiej kuchni 😉

    Odpowiedz
    • Filip Łobodziński

      Dokładnie stąd ów pomysł, skąd sam Dylan bierze mnóstwo pomysłów, z własnym nowym nazwiskiem włącznie. Wiatr je przywiał – te imiona – a chciałem, by cokolwiek znaczyły. By miały jakikolwiek ciężar dla polskich słuchaczy. Kalwin, Blake i Wilson brzmieliby jak zbiorek trzech niewiele znaczących nazwisk. Przekłady Dylana to akwen trudny, ale pozwalający (mnie przynajmniej) wozić się czasem halsem w bok. Ważne, że kustosze dobrego imienia, czyli Special Rider Music (strażnicy praw autorskich Dylana) dostali retranslacje dosłowne na angielski moich przekładów przed nagraniem płyty i nie wnieśli zastrzeżeń. Podobnie jak do „Ziuty” zamiast Maggie.

      Odpowiedz