loading
19 Lip

EVERY GRAIN OF SAND

Z różnych powodów to piosenka szczególna.

Na niezbyt cenionej płycie Shot of Love z 1981 roku jest niewątpliwym klejnotem, w dodatku bardzo „wyprodukowanym”, w przeciwieństwie do dość garażowego brzmienia pozostałych utworów. Poza tym wieńczy ten album. A ponieważ to ostatni z trylogii albumów „chrześcijańskich” Dylana, łatwo uznać Every Grain of Sand za epitafium tego etapu duchowej drogi BD.

https://vimeo.com/61822795

Co nie jest pozbawione sensu, ale zarazem jest go pozbawione. Choćby z tego powodu, że u Dylana nigdy nie można być niczego pewnym. Ale i z tego, że zarówno przed okresem „ewangelicznym”, jak i w późniejszych latach mamy do czynienia z piosenkami otwarcie religijnymi, z aluzjami chrześcijańskimi.

Bruce Springsteen, wygłaszając laudację Dylana podczas ceremonii wprowadzenia BD do Rock’n’Rollowego Salonu Sławy, powiedział, że dzieło Dylana z lat sześćdziesiątych jest tak potężne, że przysłania niemal wszystko, co ten stworzył później. Ale że gdyby dziś jakiś młody twórca napisał np. Every Grain of Sand, zostałby natychmiast okrzyknięty drugim Dylanem, bo to piosenka niezwykła. I religijna, i – co od drugiej połowy lat 1970. Coraz częściej się Dylanowi zdarza – podsumowująca jego własne życie. I przy okazji spojrzenie na świat – sceptyczne, ale (jeszcze) z iskierką nadziei.

every-grain-of-sand-400x552

Fot. za https://www.bobdylanisis.com/product/every-grain-of-sand/

Od dawna miałem chrapkę, by ułożyć polską wersję, ale nie umiałem znaleźć pomysłu, jak „każde ziarnko piasku” wtłoczyć w bardzo rygorystyczną frazę i rozkład akcentowy oryginału. A wszak o mrowie ziarenek piasku jest tu bardzo istotne, ich niepoliczalność w ramach ludzkiego umysłu. Aż w kwietniu 2012 przyszła Muza i powiedziała: „A co jeszcze trudno policzyć?”. Gwiazdy? Płatki śniegu? – kombinowałem. I wreszcie wpadłem: źdźbła trawy. Wprawdzie słowo „źdźbło” to koszmar dla śpiewaka, ale ponieważ z dykcją u mnie nie najgorzej, zaryzykowałem.

Tekst jest bardzo poetycki, miejscami symbolistyczny, ale z kontrolowanym natężeniem metafor. Stworzyłem coś, co uznałem za tekst przyzwoity. Jednak wciąż coś mnie w polskiej wersji irytowało. Ponad dwa lata później, w sierpniu 2014, siadłem do niego znów. Efekt – poniżej.

Przy okazji – fragment ostatniej zwrotki „I hear the ancient footsteps like the motion of the sea, sometimes I turn, there’s someone there, other times it’s only me” skojarzyły mi się ze znanym wierszem Mary Stevenson o śladach na piasku, czasem podwójnych, czasem pojedynczych.

Najpierw tylko kilka słów o naszej wersji płytowej. Każde trawy źdźbło było wśród pierwszych piosenek, jakie zagraliśmy sobie na pierwszej próbie dylan.pl, jeszcze bez Krzyśka. Miałem pomysł na bardzo kameralne, intymne wręcz wykonanie, skrajnie odmienne od albumowej wersji Dylana. Po kilku podejściach uznałem, że nie będę grać, ograniczę się do śpiewu. Jacek przygrał na akustycznej szóstce, Marek na gitarze basowej. Całość miała nastrój werandowego bluesa.

Kiedy jednak doszło do nagrania, nastrój bluesa pierzchł. Wprawdzie Marek gra na kontrabasie figury nieco bluesujące, jednak Jacek swoimi dwiema gitarami akustycznymi całość „ufolkowił”. Polo taktownie powstrzymał się od gry, ja tylko śpiewam. W ostatniej chwili w dwóch miejscach donuciliśmy z Jackiem ciche chórki o nieco gospelowym charakterze, choć bardzo „białe”, więc o muzyce gospel piszę z rezerwą.

I tak jak u Dylana, u nas też piosenka jest na finał. Taki mamy plan. Ostatnia piosenka na drugiej płycie albumu.

Gdy wyznaję sprawy trudne

i gdy zły nastaje czas

gdy wyklute świeżo ziarno 

tonie w moich łzach

odzywa się słabiutko 

mój wewnętrzny głos

z niebezpieczeństwem zmaga się,
z rozpaczą walczy wciąż

Nie będę się oglądać 

na zaprzeszły żaden błąd

jakoś muszę przerwać 

Kainowych zdarzeń ciąg

w tej srogiej chwili widzę 

bez liku Stwórcy dzieł

w każdym drżącym liściu, 

w każdym trawy źdźble

Zbutwiałe zielsko dawnych dni 

i samowoli chwast

zdusiły pęd otuchy 

i sumienia kwiat

na kolejne stopnie czasu 

pada słońca blask

wspomnienia dekadencji 

i nieróbstwa strząsnąć czas

W owoców zakazanych sad

zapuszczam czasem wzrok

ognista furtka wiedzie tam, 

ktoś woła: „Uczyń krok”

lecz z każdym dniem i milą 

wiem coraz lepiej to

że włos każdy policzony 

jak każde trawy źdźbło

 

Z dna wybiłem się na szczyty, 

brnąc przez nocny czarny kurz

przez lato ekstatyczne, 

przez świetlisty mróz

przez samotny gorzki taniec, 

przez pobite lustra cnót

które patrzą z ludzkich oczu 

na każdej z moich dróg

Prastare słyszę kroki 

jak echo morskich fal

czasem patrzę – idzie obok ktoś,

czasem jestem tutaj sam

w kosmicznej równowadze 

niesie mnie niezmienny prąd

jak każdego wróbla, który spadł, 

jak każde trawy źdźbło

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Comments ( 5 )
  • Marcin Kwiecień

    Źdźbła trawy dla pozostawienia formy utworu są ok. Jednak w czystej metafora zgrzyta. Czegoś brak. Ziarna piasku są symbolem niepoliczalności i policzalności zarazem. Z jednej strony bezmiar niezdolny do objęcia rozumem, z drugiej ziarna piasku to upływ czasu. Zamknięte w klepsydrze odliczają życie. Każda chwilę. Każdy moment. Czytając tłumaczenie, a nie opierając się tylko na własnym odczuciu oryginału, mam uczucie tej dwoistosci dylanowej metafory.

    Odpowiedz
    • Filip Łobodziński

      Jasne, coś za coś. Piasek nie mieścił się kompletnie we frazie. Z kolei źdźbło jest też symbolem słabości wobec losu, kruchości, a że też policzyć się nie da za łatwo, więc sądzę, że z kretesem reduta nie została poddana. Ale może kiedyś oojawi się znów natchnienie z worem piachu.

      Odpowiedz
      • Marcin Kwiecień

        Lubię język polski za mnogość uzupełnieniajacych się metafor, symboli i wymiennosci słów. Porównałbym swoje dwie dziedziny. W jednej i drugiej możliwe jest wielowątkowe, wielowarstwowe komponowanie czegoś nowego ze znanego elementu. Jak źdźbła traw. Albo kawałek czekolady. Uznanie – tłumaczenie jest możliwe do nucenia. Dobór słów umożliwia zapamiętanie i wejście w melodię. Przy zachowaniu sensu piosenki.

        Odpowiedz
  • Adam

    Panie Filipie, wracam do tego tekstu bo mn to źdżbło nie daje spokoju (twarde czasy już przetrawiłem 🙂 ). Musze przyznać, że od czasu kiedy Pan publikuje przestałem sobie tłumaczyć, ale dla tego tekstu musiałem uczynić wyjątek. Ciężko z tym piachem (doszedłem do jak każde z piachu ziarn 🙂 Ale włos chyba jest podobnie biblijny. U mnie leci, to mniej więcej tak

    Gdy przychodzi czas spowiedzi, gdy potrzebę silną mam
    Gdy na każde nowe ziarno, płynie jedna moja łza
    Głos który umierał, wyrywa w przestrzeń się
    W mozole, przez zasadzki, z rozpaczy znów się pnie

    Nie zwykłem nigdy badać, gdzie popełniłem błąd
    Muszę zerwać więzy, tych zdarzeń przeklęty krąg
    Jak Kain w chwilifurii, wciąż widzę Jego dłoń
    Jak liczy ziarnka piasku i każdy ludzki włos

    Odpowiedz
    • Filip Łobodziński

      No i bardzo dobrze! Niech Pan przekłada wedle swego nosa, będzie więcej Dylanów!

      Odpowiedz