loading
26 Lip

IT’S ALRIGHT, MA (I’M ONLY BLEEDING)

Jeden z częściej śpiewanych przez BD utworów (prawie 800 wykonań), jeden z najgęstszych. W udzielonym kilkanaście lat temu wywiadzie Dylan mówi, że już nie rozpoznaje tego 23-letniego chłopaka, który układał tak niezwykłe słowa, że tam była jakaś niepojęta dziś dla niego magia. Ileż tam aluzji, począwszy od Arthura Koestlera w pierwszym wersie (i do Ewangelii)… do Biblii… do T.S. Eliota… do dawnych pieśni związkowych… do aktualnych wydarzeń i do zjawisk społecznych…

Trudno wyobrazić sobie faktycznie młodziana z gitarą, który siada i tworzy coś tak potężnego, niepojętego, skrzącego się od słów i pulsującego możliwymi znaczeniami. Fenomen poezji (w tym wielu tekstów Dylana) polega też i na tym, że nie ma do nich przyszpilonych interpretacji i wyjaśnień na zasadzie wyłączności. Takie teksty, jak niniejszy, migotliwie rezonują w uszach słuchaczy, projektując różne obrazy w ich umysłach.

Nie byłem pewien, czy zdołam pokonać tę gęstwę metafor, w dodatku bardzo zrytmizowaną, podporządkowaną dość kategorycznej akcentacji. Wersy kończą się z reguły sylabą akcentowaną, za to w każdej zwrotce rym jest w zasadzie jeden, z kolei końcówki każdej trójki kolejnych zwrotek też rymują się ze sobą i z finalnym wersem poszczególnego „refrenu”. „Refren” jest w cudzysłowie, ponieważ za każdym razem przyjmuje on inną postać, identyczna pozostaje tytułowa fraza „it’s alright, ma”.

Z pieśni wyłania się obraz hipokrytycznego społeczeństwa, żyjącego iluzjami, kłamstwami, uprzedzeniami – od góry do dołu. Wers „even the President of the United States sometimes must have to stand naked” budził ogromne emocje w okresie skandalu Watergate i później w czasach cygara i Moniki.

Ale uważałem, że przełożenie tego utworu i włączenie go do repertuaru płyty dylan.pl byłoby krokiem w dobrą stronę… 🙂

Podobnie jak w wielu innych przypadkach, prace należało zacząć od przekładu tej powtarzającej się tytułowej frazy. Frazy o zdecydowanie gorzkim wydźwięku. „It’s alright, ma”… „W porzo jest, mamuśka”. Po kilkugodzinnych deliberacjach wybrałem zwrot, który u nas zrobił karierę od bodaj kilkunastu lat, czyli „Oj tam”, i dodałem „stara”. „Ma” jest poufałym słowem, którym szczególnie czarni mężczyźni zwracają się do swoich partnerek. Przynajmniej wtedy, w zeszłym stuleciu. Podobny charakter ma słowo „mama” w słynnej piosence Knockin’ on Heaven’s Door – tak szeryf Colin Baker zwraca się do swej metyskiej żony.

baker

Podtytuł (który w tekście piosenki nie pada) przełożyłem jako „tak sobie krwawię”.

A potem przyszła muza i pozamiatała. Cały przekład powstał w ciągu dwóch majowych dni 2014 roku. I o dziwo – daje się śpiewać, a nawet, jak wnoszę z reakcji jedynego na razie koncertu dylan.pl w Poznaniu w listopadzie zeszłego roku – daje się słuchać ze zrozumieniem. Też powsadzałem tu i tam aluzje i prawie-cytaty. Zdradzę dwa: cytacik z wiersza Cypriana Norwida Sariusz i mrugnięcie okiem do wielbicieli piosenki Karla Kryla Veličenstvo kat.

Jest to wyzwanie dla aparatu gębowego, ale po co sobie ułatwiać życie, jeśli można je utrudnić?

hqdefault

{Klatka z linku https://www.youtube.com/watch?v=qIJL0QRLZFw}

Z rzadkimi wyjątkami Dylan gra ten utwór najczęściej samotnie. A ponieważ to piosenka grająca napięciem, wymagająca subtelnego balansowania rytmem – od początku czułem, że bezpiecznie będzie wykonywać ją również solo. Wprawdzie podczas prób, kiedy prezentowałem utwór kolegom, Jacek sięgnął po gitarę rezofoniczną i udatnie przygrywał, jednak wspólnie uznaliśmy, że na cały album jeden kawałek kompletnie solistyczny będzie fajny. Po prostu jeszcze inna odsłona dylan.pl. Nagrałem to zatem sam ze swoją dwunastką akustyczną. I tak będzie to grane na przyszłych koncertach.

No dobrze. Gotowi na jazdę kolejką górską? Oto ten tekst w polskiej, mojej wersji.

Nagła ciemność w środku dnia

na srebrnej zastawie – nocy ćma

tu dziecka krew, balonik gna

zasłania słońce, księżyc, świat

na próżno sądzisz, że się da

te pojąć fenomeny

 

Blefują, bronią grożąc ci

w uszach kakofonia grzmi

pseudozłotoustych gnid

pustosłowie wszędzie dziś

a ten, co na świat miał właśnie przyjść

własnym zgonem jest zajęty

 

Promocja! – świstek krzyczy w głos

łokciami prę, by chwycić go

kaskady wzgardy już mam dość

zanoszę skargę – milknę, bo

wszyscy już uderzyli w szloch

ja jestem kolejny

 

Dziwi cię obcy dźwięk?

Nie słuchaj go, nie bój się

oj tam, stara, tak sobie jęczę

 

Ci wieszczą klęskę, tamci triumf

z pobudek nader szczytnych lub

nikczemnych nawołują znów

do rzezi – inni przekonują tłum:

nienawidzić jedno można tu –

samą nienawiść

 

Ujada ołów zgranych kłamstw

pod okiem władców ludzkich stad

świat sklepem jest, na ladzie masz

grę w Apokalipsy czas

i Jezusa na baterię – znak

że świętość to dziś towar tani

 

Kościoły demaskują grzech

a szkoły mówią: każdy niech

zakuwa, by nabić trzos za trzech

i kupić cnotę – lecz wiadomo, że

nawet prezydent kraju czasem też

musi stanąć nagi

 

Na regulamin można pluć

machinacji strzec się – oto klucz

oj tam, stara, coś się poradzi.

 

Reklamy ci wsączają kit

że przed tobą najwspanialsze dni

bo temu tu się nie równa nic

tobie z tym się nie równa nikt

– a życie cię omija w mig

i pędzi gdzieś w oddali

 

Znikasz, wracasz znów na szlak

usuwasz z siebie cały strach

w centrum stajesz całkiem sam

gdy nagle z najgłębszego dna

głos budzi cię i trwoży tak:

„Oni sądzą, że już cię dopadli”

 

Pytanie razi cię jak prąd

lecz brać odpowiedzi nie ma skąd

żadni oni, one, ona, on

nie mówią, jak żyć i gdzie twój dom

lecz ty zapominasz własny ton

i dalej trwa paraliż

 

Chociaż mędrzec i głupiec ma

narzuconych słuchać praw

ja nie wiem, stara, gdzież ideały

 

Ten władzą gardzi, lecz bez niej

jak dziecko czuje się we mgle

psioczy na pracę, choć ma z niej chleb

o ludziach wolnych mówi źle

a kwiaty w ogródku to dla niego jest

coś na kształt kapitału

 

Innemu korporacyjny bóg

od dziecka macerował mózg

smalltalk dzień w dzień mu płynie z ust

dla niego outsider jest jak trup

najnowszy więc katalog bóstw

sprzeda ci tu na pniu

 

Znów tamte rozmodlone pchły

wtłoczone w systemowy tryb

poddańczo pieją szczurzy hymn

i kroku nie uczynią wzwyż

za to w dół ściągną chętnie tych

co uciec chcą z kieratu

 

Do tych, którzy ślepi są

a umysły ich jak klatki w zoo

serio, stara, ja nie mam żalu

 

Przekwitłe togi brzydzą się

słów Tolerancja, Miłość, Śmiech

ciągną fałszywej cnoty lep

pieniądz nie śmierdzi, pieniądz klnie

plugawa mowa jak chce tnie

propaganda wszystko ściemnia

 

Dla tych, co zbroją się, by móc

zabijać wroga z własnych snów

bo pokój im funduje ból

co wierzą, że ich nie wchłonie grób

dla tych dętych gnomów życie to znój

i smutna gehenna

 

Cmentarze pękające w szwach

fałszywe bożki, wredny gwar

na głowie wciąż mi każą stać

skuwają nogi – dość już mam

więc zrzucam je, mówię: „To już znam

wysilcie się, gdzie nowa oferta?”

 

A gdyby myśli me ujrzał świat

nad głową by stanął mi jaśnie pan kat

lecz oj tam, stara, żyć, nie umierać!

Ilustracja do wpisu za https://pl.pinterest.com/pin/570620215258086713/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Comments ( 5 )
  • tekateka

    „Small talk dzień w dzień mu płynie z ust”
    śmiały plan dla dykcji widzę tu!

    Gratulacje. Mam nadzieję, że nie tylko na płytę, ale i na koncert w stolicy się załapię.

    Odpowiedz
    • Filip Łobodziński

      Gdy tylko będziemy znali czas i miejsce, ogłosimy, gdzie się da. Tutaj w niusach, na naszym fb, może na niebie… I bardzo na Pana liczymy.

      Odpowiedz
  • Michał

    Muszę panu powiedzieć, że jestem pod wielkim wrażeniem. Nie tylko patrząc na sam przekład, który moim skromnym zdaniem jest po prostu wyśmienity, ale też patrząc na to, że był pan w stanie to w ogóle zagrać na gitarze, bo to dość trudny kawałek. Ja sam jestem samoukiem, od jakiegoś czasu coś tam pobrzdąkuję, a to jest pierwszy utwór od którego z przerażeniem się odbiłem, nie będąc w stanie tego zagrać. Raz, że w internecie dostępne akordy po prostu są okropne (Csus2, Bb6), ale to akurat byłoby pewnie do wyuczenia. Mnie osobiście bardziej przestraszył ten kawałek grany jako wstęp przed każdą zwrotką. I tutaj przechodzę do meritum mojej już i tak przydługiej wypowiedzi. Chciałem zapytać, czy mógłby pan podzielić się informacją na jakich akordach gra pan to wspaniałe dzieło i czy miałby pan jakieś rady dla młodego człowieka rozkochanego w piosenkach Dylana od której strony można ugryźć ten utwór? Jak długo musiał się go pan uczyć? Czy powinno się do niego używać kapodastra, a jeśli, to na którym progu? I jakie ułożenie palców powinno się zastosować do tego wstępu?

    Z góry dziękuję i przepraszam, że zawracam głowę tak długim komentarzem.

    Pozdrawiam i życzę dalszych sukcesów.

    Odpowiedz
    • Filip Łobodziński

      Bardzo dziękuję za zaufanie i uznanie. Jeśli chodzi o grę gitary, Dylan w różnych wykonaniach stosuje różne patenty i strojenia gitar, dlatego nie ma jednego optymalnego. Ja, nie chcąc przestrajać gitary (na koncercie dwunastka i tak potrafi się rozstroić pod wpływem zmian temperatury, przy dwunastu strunach strojenie z powrotem do standardu trwałoby niemiłosiernie długo i zmęczyłoby publiczność), wykombinowałem pewną prostą zagrywkę na stroju podstawowym.
      Wygląda to tak, że ustawiłem całość w A. W przejściach między zwrotkami podjeżdżam trzema palcami do pozycji kwarty i tercji, pozostałe struny grając puste. Powoduje to, że struny H, G i D brzmią akordami D i C, pozostałe pozostają na A. Na koniec tej zagrywki w ogóle odejmuję na chwilę palce i dwa szybkie uderzenia idą po kompletnie pustych strunach.
      W zwrotkach zaś najpierw przyciskam niską strunę E na trzecim progu, na dźwięku G, pozostałe grając w pustym chaosie, wracam na A, a potem przesuwam palce z akordu A na pozycję C, ale tu jest myk. O ile akord A w postaci standardowej gram, przyciskając na drugim progu strunę D palcem wskazującym, strunę G palcem środkowym i strunę H palcem serdecznym, o tyle przy przesunięciu zamieniam palce środkowy i serdeczny, wysuwając zarazem serdeczny do przodu. Mam więc układ palców jak przy standardowym akordzie D, ale o jedną strunę wyżej i w innym miejscu progu: palec wskazujący przyciska dalej strunę D na piątym progu, serdeczny strunę G na progu szóstym, a środkowy – strunę H na piątym. W kolejnym wersie zjeżdżam dłonią o jeden próg niżej, potem znów o jeden próg niżej (cały czas w tym układzie trójkątnym) i kończę na A.
      W partiach „niby-refrenowych” gram standardowe akordy: A, E, A/A7, D, ADAE, A.
      Najlepiej byłoby to pokazać, a tu nie ma jak, więc staram się to pisywać jak najczytelniej. Natomiast może Pan próbować jednak skąsać ten kawałek inaczej. To rzeczywiście utwór monster. Tekstowo i muzycznie. Zanim ogarnąłem go do śpiewania i grania naraz, potrwało ze dwa tygodnie, ale da się. Wybitni gitarzyści śpiewający pewnie potrzebują dwóch godzin…
      Wszystkiego dobrego!

      Odpowiedz
      • Michał

        Dziękuję bardzo za poświęcony czas i pomoc, i przepraszam za problem. Muszę powiedzieć, że faktycznie pański sposób grania tej zagrywki z początku jest dużo lepszy niż to co dotąd widziałem, a przy tym brzmi bardzo dobrze. Natomiast jeśli idzie o ten myk ze zwrotki, jest on trochę kłopotliwy, ale myślę, że da się go wytrenować. Obiecuję, że się nie poddam i będę ćwiczyć.

        Jeszcze raz dziękuję i również życzę wszystkiego dobrego!

        Odpowiedz