loading
01 Wrz

TIME PASSES SLOWLY

Otóż i bodaj najbardziej w cień schowany utwór na naszej płycie. W cień – ponieważ to wybitnie mało znana piosenka z tzw. przeciętnej płyty New Morning z 1970 roku.

RCS_COHEN_BOOK-COVER-900x900

{Fot za stroną http://rarecoolstuff.com/project/time-passes-slowly/}

Choć może nie tak do końca mało znana, skoro sam BD zdecydował się wyłonić ją na osobiście sporządzoną przez siebie wielka kompilację Biograph z 1985 roku.

To dość dziwny utwór. W ostatecznej studyjnej wersji Dylan gra na fortepianie (jak i na większości nagrań z tej płyty) w sposób bardzo dowolny. Zmienia tempo, przyczaja się, do tego śpiewa w sposób mocno niezdyscyplinowany. Brzmi to jak przydrożny blues – ma charakter, ma nerw, ale w klasycznym sensie piosenka ma strukturę mocno naruszoną. Gitara elektryczna i perkusja (piosenka nie ma basu!) próbują nadążać za solistą, na końcu perkusista zostaje nagle sam…

Mnie ta piosenka urzekała swoją kruchością i nieporadnością od początku.

Kiedy kilka lat temu ukazał się oficjalny bootleg Another Self Portrait, przynoszący nieznane nagrania z sesji 1969-1970, okazało się, że Time Passes Slowly miało wcześniej nieco bardziej zorganizowany kształt. A w chórku nawet jawi się niejaki George Harrison.

Tu słychać fragment od 5:39 –

https://youtu.be/K2kgJyLumj4?t=339

Przekładu dokonałem w październiku 2007 roku. Tekst nie należy do Wielkich Przełomów Missouri, ale świetnie oddaje stan wiejskiego rozleniwienia i czającej się gdzieś na drugim planie tęsknoty, a może świadomości, że szczęście nie trwa wiecznie, że los znów kiedyś okaże się łobuzem.

Obecny na New Morning wszędobylski fortepian zainspirował mnie do tego, żeby Marka namówić, by dorobił do piosenki partię pianinową. I tak to sobie w zaciszu domowym, nomen omen, z wolna ćwiczyliśmy.

11059976_867640450014003_5988304267477118247_t

W tej też postaci chcieliśmy to wykonać na pierwszym, jedynym na razie koncercie w Poznaniu w listopadzie 2015. Jacek i Polo stwierdzili jednak na próbie przed koncertem, że brzmi to dość karkołomnie, by nie rzec – brzydko. Po prostu dekonstrukcja u Dylana została przez nas posunięta do granic… Nie zagraliśmy wtedy utworu.

I wróciliśmy do niego w studiu podczas prób zespołu. Tym razem, za sugestią Jacka, poszliśmy tropem z Another Self Portrait – ujednoliciłem melodię śpiewu, rytm osadziliśmy, dodaliśmy wzorowane na oryginale chórki, Jacek wprowadził ład gitarą. Zatem skład Dylan.pl w tym niepozornym sztajerku to: Jacek – gitara akustyczna, Marek – pianino, Filip – głosy. Też bez basu.

W ten sposób dwie piosenki z New Morning, które gramy, mają niekonwencjonalną obsadę. Drugą jest Ojciec nocy, opisany tu już wcześniej

A tekścik prezentuje się tak:

Czas mija z wolna tu w górach wysoko

chodzimy na spacer, siadamy nad wodą

łowimy sobie ryby – i tak przez całe dnie

czas mija z wolna, gdy się błąkasz we śnie

 

Miałem raz ukochaną, była to cud dziewczyna

wzdychaliśmy do gwiazd, spacerując po dolinie

w domu nas witała matka jej i stosy ciast

czas mija z wolna, gdy za miłością gnasz

 

Nie ma po co jechać do miasta po gazetę

nie ma po co ruszać się stąd

nie ma po co jechać w tę, nie ma po co jechać we wtę

nie ma po co jechać gdzie bądź

 

Czas mija z wolna tu w słońca promieniach

my w prawdę wierzymy, snujemy marzenia

jak róża, co rozsiewa swą woń w letni dzień

czas mija z wolna i rozpływa się

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Comments ( 2 )
  • Marcin Kwiecień

    Nurtuje mnie ciekawość, i wymusza postawienie pytania. Jaki jest układ pomiędzy Dylanem Bobem a Łobodzińskim Filipem? Jaki pomiędzy Dylanem Bobem a Dylan.pl? WBD napisał piosenkę. Artysta Zwany Łobodą ją przetłumaczył. Dylan.pl zaaranżował. Czy WBD interesuje się tym co ostatecznie z tego wyjdzie? Błogosławieństwo jakieś? Albo groza wisząca nad dziełem – „najwyżej nie pozwolę wam wydać „.

    Odpowiedz
    • Filip Łobodziński

      Układ jest ściśle biznesowo-prawny. Żeby móc to nagrać i rozpowszechniać, trzeba było przetłumaczyć polskie przekłady dosłownie na angielski i wysłać do Nowego Jorku – do publisherów. Tam posprawdzali, czy jest przekłamanie, czy poziom nie jest fatalny i nie robi czarnego PR Autorowi – i przy słali zgodę. Na wszystko mamy papiery. Naiwni sądzą, że to sam Dylan udziela błogosławieństwa – a on, podejrzewam, nawet nie zawraca sobie tyłka jakimiś prowincjonalnymi podskokami typu: „A ja? A ja? Też ładnie pływam żabką? Pan pochwali…”. Podobno Dylan widział film Todda Haynesa „I’m Not There”, którego sam jest bohaterem. Ale nie wypowiedział się. A tam Oscary poszły, na pewno dla Cate Blanchett. Starszy pan ma swój świat i planktonem się nie zajmuje. Pewni ludzie marzą, żeby go zaprosić do Polski na pewien festiwal poetycki – żeby nie grał, tylko wygłosił odczyt o poezji ustnej. Przy okazji my mielibyśmy tam zagrać. Ale jakoś przypuszczam, że wątpię, by się zgodził tłuc do Pipidówy w mało znanym kraju i gadać coś do ludzi, o których nic nie wie, i jeszcze męczyć się, słuchając własnych piosenek w dziwnych wykonaniach.

      Odpowiedz