loading
16 Wrz

AIN’T TALKIN’

Zgodnie z zauważoną przez niektórych zapowiedzią na naszym profilu fejsbukowym – kilka słów o piosence, wieńczącej album Modern Times z 2006 roku. Dla mnie to piosenka cholernie ważna, choć nie mieści się w kanonie dylanowskich diamentów (za duży tu tłok).

Choć niekiedy się mieści, na przykład zdaniem brytyjskiego „The Daily Telegraph”, gdzie zajęła 21. miejsce:

http://www.telegraph.co.uk/music/artists/bob-dylan-30-greatest-songs/aint-talkin/

Pamiętam pierwszy kontakt z płytą, która przyszła po olśniewającym Time Out of Mind i zdumiewająco wspaniałym „Love and Theft”. Dylan przyzwyczaił mnie przez lata do meandrowania – po latach 1960. nie udawało mu się utrzymać genialnego poziomu przez dłużej niż dwie płyty.

A tu niespodzianka: już pierwsze dźwięki Thunder on the Mountain sygnalizowały, że kryzys jest jeszcze daleko (nb. do dziś nie nadszedł). A potem było już… ciągle dobrze. Okazało się bowiem, że Dylan wynalazł patent brzmieniowo-estetyczny na swoje późne lata, który doskonale współgra ze zmęczonym głosem. To dźwięk muzyki, odwołującej się do przebogatej tradycji anglosaskiej – od celtyckich ballad przez blues po wodewilowe sztajerki. Tak samo jest z zagrywkami i tekstami, które przynoszą przefiltrowane echa rzeczy z przeszłości. Dokładnie w stylu dawnych pieśniarzy przydrożnych, którzy brali z powietrza płynące tam dawniejsze jeszcze nuty i słowa i kompilowali na potęgę. Dylan odtwarza ten model wykonawstwa i twórczości – literatury przydrożnej, wędrownej.

Właściwie brakuje tylko skrzypienia płyty… ale to też nieprawda. Bo właśnie słowa przeczą temu, by kwalifikować jego twórczość ostatnich dwóch dekad jako czyste retro. To wciąż napięta współczesna struna, gdzie patyna to tylko dekor.

Cała płyta była poruszająca – i jest. Początkowy Thunder on the Mountain, później rewelacyjnie wykonany też przez Wandę Jackson z udziałem Jacka White’a, to tylko początek. Gdy płyta osiągnęła Nettie Moore, aż stęknąłem. Ale finałowym Ain’t Talkin’ zostałem rozstrzelany. Posępny marsz, a raczej tułaczka, podkreślona monotonną wiolonczelą, zwiastujący mroczne obrazy rytm… I pozornie spokojny śpiew, z którego aż emanuje ból. Dość to Cohenowskie w sumie.

new-orleans

{Fot. za: https://pl.pinterest.com/pin/295900637994311074/}

O czym to jest? Dopiero późno podczas przekładu doznałem olśnienia: to jest o świecie, z którego „Ogrodnik odszedł precz”. Ogrodnik – czyli może Bóg? Nagle wszystko zaczęło pasować – oto Ogród, w którym zabrakło Dobra i momentalnie wszystko zaczyna się psuć. Niegościnna, pełna kantów kraina, po której błąka się narrator-nosiciel resztek wartości.

Ghost Town Iceland

{Fot. za: http://iceland.for91days.com/the-ruins-of-selatangar/}

Z przekładem wiadomo było, że to jeden z tych twardszych orzechów. Powtarzane w „refrenach” słowa „ain’t talkin’, just walkin’” i „heart burnin’, still yearnin’” wymuszają lakoniczne odpowiedniki o równie zgrabnym zgraniu dźwiękowym. Od tego trzeba było zacząć. Jak zwykle.

Wreszcie pewnego październikowego dnia 2007 roku zanotowałem: „bez słowa, od nowa”, „ból wwierca się w serce”. Utraciłem motyw wędrówki, ale odzyskałem go w pozostałych częściach „refrenów”, starając się, by był stale obecny. I jest. Prawie wszędzie.

Dalsze prace nad przekładem wznowiłem na przełomie listopada i grudnia tegoż 2007 roku. A ostatnie szlify dorzuciłem podczas przymiarek zespołowych do utworu – w styczniu 2014 roku.

Przy aranżacji dokonałem jednej drobnej zmiany – każdą zwrotkę kończę toniką w akordzie durowym, choć w oryginale niepodzielnie panuje akord moll. Wydało mi się fajnym pomysłem, by kończyć refreny w G-dur i zaraz zjeżdżać w zwrotkach na g-moll.

Potem zmieniliśmy tonację z g-moll na h-moll.

A potem zespól zagrał wszystko, co sobie wymyślił. Udało się zachować monotonię i posępność, udało się w ten mrok przemycić światło.

Wystąpiłem tu tylko w roli zmęczonego wokalisty. Jacek wziął na siebie wypełnienie rytmiczne sześciostrunową gitarą akustyczną, do tego dodał nastrojowe nuty na gitarze rezofonicznej.

rezojw

Marek dodaje mroku kroczącym kontrabasem. A całość spina fantastyczna partia perkusji i przeszkadzajek Krzysztofa, uporczywie atakująca zmysły niepokojącym raz-dwa-trzy-cisza-raz-dwa-trzy-cisza… Hitu z tego nie będzie. Ale za to 6 minut na apokaliptyczną refleksję.

A idzie ta opowieść tak:

Gdy nocą szedłem dziś ogrodem tajemnicy

z winorośli zwisał skaleczony kwiat

wedle chłodnych wód fontanny krystalicznej

czyjś cios znienacka z tyłu na mnie spadł

Bez słowa od nowa

idę przez ten pełen smutku świat

ból wwierca się w serce

czy ktokolwiek cierpienie takie zna?

Modlitwa ponoć leczy, matko, więc się za mnie pomódl

tak często w ludzkich sercach mieszka zło

staram się kochać bliźnich, potrzebującym pomóc

lecz wszystko wokół stacza się na dno

Bez słowa od nowa

most za sobą spalę, nim dojdziesz doń tuż, tuż

ból wwierca się w serce

gdy przegrasz, na litość nie licz już

Brak mi sił, od płaczu spuchły oczy

łzy mi płyną do wyschniętych ust

jeśli wrogów mych zaskoczę w środku nocy

to ich zaszlachtuję podczas snu

Bez słowa od nowa

idę światem błędnym, co tajemnic tyle ma

ból wwierca się w serce

idę miastem, które smaga siedem plag

Szerokim światem rządzą spekulacje

światem, co ma ponoć kuli kształt

ludzie nie pozwolą ci na kontemplację

nawet ból twój zdepczą, gdybyś w drodze padł

Bez słowa od nowa

w tym podłym mieście łykam podły łój

ból wwierca się w serce

docenisz kiedyś, że jestem blisko tu

Człowiek cierpi w głos, jeśli jest przytomny

majątkiem, władzą tłamszą go co dzień

ja do cna wykorzystam czas mi doliczony

śmierć ojca pomszczę i wycofam się

Bez słowa od nowa

podaj laskę, bo mi trudno iść

ból wwierca się w serce

uwolnij od siebie mą zmęczoną myśl

Ukochani, wierni towarzysze

język łapią w lot, przyznają rację mi

lecz ołtarzy nie ma, hymnów nie usłyszę

mej wiary nie wyznaje dzisiaj nikt

Bez słowa od nowa

idę pustym szlakiem, oślepł koń

ból wwierca się w serce

zostawiłem tę dziewczynę przeszłym dniom

Kręgi wciąż wirują, w niebie jasno

zaszczyty sypią się i brawa grzmią

ogień się dopalił, lecz światło nie zagasło

chyba mogę liczyć na pomocną Bożą dłoń?

Bez słowa od nowa

idę niosąc tarczę po kimś, kto już padł

ból wwierca się w serce

zostawiam niepewny, udręczony ślad

Nie ma końca tu cierpienie

z każdego zakamarka płyną łzy

ja nie roję sobie lęków nad potrzebę

ja nie gram, nie udaję, uwierz mi

Bez słowa od nowa

idę wciąż od tamtego dnia

ból wwierca się w serce

idę, aż odpłynę w siną dal

Gdy szedłem dziś ogrodem tajemnicy

przez upalny gąszcz, w ten upalny dzień

spotkałem panią – czy mnie pani słyszy?

W krąg pusto, Ogrodnik odszedł precz

Bez słowa od nowa

idę ciągle, zaraz skręca szlak

ból wwierca się w serce

już koniec świata, mnie coś dalej gna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Comments ( 0 )