loading
17 Sty

MYŚLI PRZED LĄDOWANIEM NA MARSIE

Niedługo już wszystko będzie na tacy.

Niektórzy pofatygują się na nasze występy. Niektórzy zainwestują w płytę, która „lada wkrótce” winna trafić do sprzedaży. I skończy się tańcowanie tajemniczych mnichów, którzy „byli na szczycie, rozmawiali z Bytem, zeszli, opowiadają teraz ludkom, jak tam jest”. Już nie wystarczą słowa wygadywane w wywiadach, kuluarówkach, zwierzeniach – słowa wypisywane w blogu, informacjach i anonsach… Ba, nie będą już w ogóle potrzebne. Twarda, surowa weryfikacja z rzeczywistością odbioru sprowadzi wszystko do właściwych proporcji.

Dotąd nadymaliśmy baloniki i puszczaliśmy w świat kolorowanki. A niebawem król stanie nagi.

Wiem, że możemy nie sprostać oczekiwaniom. Ale mam nadzieję, że niektóre oczekiwania przerośniemy. Bo z punktu widzenia/siedzenia potencjalnego odbiorcy co innego roić sobie coś tam na podstawie zapowiedzi, a co innego móc wreszcie zaspokoić ciekawość. Czasami króliczek jest lepszy już złowiony.

Wiem, że nie dorównamy charyzmie Boba Dylana. Ale tez nie o to chodziło. To miała od początku być próba portretu człowieka, dokonana dokładnie w stylu właściwym nam, czyli wedle naszych możliwości, talentów i wrażliwości. To miał być „nasz” Dylan, w naszej perspektywie, w naszym okularze, z naszymi astygmatyzmami i ostrościami widzenia. I dokładnie taki jest.

Bob Dylan właściwie nigdy nie grał pod publiczkę. I nie pisał na zamówienie. Pisał to, co chciał, i kiedy chciał (chyba że Muza akurat poszła po włoszczyznę i nie była na podorędziu). I podobnie gramy i śpiewamy to my. Nie pląsamy, nie świecidełkujemy, nie wytężamy cherlawych piersi, nie puszczamy zasłon dymnych. To jest to, co chcemy, umiemy i zamierzamy. Bez popitki.

O ileż łatwiej byłoby wykorzystać znane patenty aranżacyjne i produkcyjne. Wpuścić dużo pogłosu, sformatować brzmienie pod radia. O ileż skuteczniej (z punktu widzenia promocji) byłoby dłuższe piosenki okroić do kilku zwrotek. O ileż rozsądniej byłoby nie dawać w ogóle takich utworów, jak Oj tam, stara (Tak sobie krwawię), a jeśli już – to zagrać ją całym bandem i zredukować do trzech minut zamiast grubo ponad pięciu w solowym wykonaniu głos + gitara. O ileż przyjaźniej dla szerokiej publiczności (i dla zawiadowców marketingu) byłoby zaprosić same gwiazdy do śpiewania, a nie dręczyć słuchaczy głównie głosem jednego faceta, który w dodatku nie jest zawodowym wokalistą (choć śpiewa publicznie od 35 lat) – bo przecież wspaniali Goście, którzy z nami pojawili się na płycie, to jednak cudowny, ale ułamek tego, co tam słychać (a w przypadku Andrzeja Stasiuka widać).

A w ogóle o ileż prawidłowiej byłoby nie zawracać głów ludziom tekstami enigmatycznymi, trudnymi, prawie bez chwytliwych refrenów i szlagwortów. O ileż fajniej byłoby zaserwować ludziom Pamiętniki z wakacji na domowej sofie zamiast Króla Leara w teatrze.

Ale tak się nie stało. Powyżej anonsowane opcje pozostawiamy specjalistom od uwodzenia mas. Mimo niepewności, czy uda nam się przekonać Państwa do naszego Dylana, nie zmienilibyśmy niczego. To takie miało być i sami wierzymy, że to jest przyzwoita, konkurencyjna propozycja. Nigdy nie celowaliśmy w tzw. masowego odbiorcę (który z niewiadomego powodu jest w liczbie pojedynczej).

Dlatego proponujemy takie koncerty i taką płytę. 29 piosenek, w tym sporo długich, sporo z niełatwymi słowami.

Jeśli znają Państwo pojęcie coffee-table book, to nasza płyta jest właśnie czymś takim. Podwójną płytą, której zapewne niewiele osób wysłucha od początku do końca. Ale niech służy Państwu niczym album z malarstwem albo gruba antologia poezji. Do sięgania, do zaglądania, do kosztowania po kawałku. Do powracania po miesiącach do jakiejś piosenki, by stwierdzić, że już nie jest najfajniejszą na płycie, bo jej miejsce zajmuje inna…

Król jest nagi, ale według nas wcale wyględny i ZGOŁA nieodrażający. A może stanowić ciekawą alternatywę dla wyborów automatycznych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Comments ( 3 )
  • Adam

    Cóż, nie da się ukryć, że oczekiwania Pająków są ogromme. Ja przynajmniej czekam na Waszą płytę z większą niecierpliwością niż na kolejny trybut Maestro dla Franka Sinatry 🙂

    Zagrajcie więc k……o głośno. I jakoś bedzie.

    Odpowiedz
    • Filip Łobodziński

      Głośno i czysto :). Tak zagramy. Ale akustycznie.

      Odpowiedz
  • Leszek W

    Czekam, czekam i nie mogę doczekać się! 🙂

    Odpowiedz