loading
24 Sty

MOWA-SŁAWA

Z okazji tego, że już poszło w świat w blogu Za Okładki Płotem, prowadzonym przez Michała Stanka, mogę też wrzucić tekst tutaj.

Tekst mowy noblowskiej, która została odczytana 10 grudnia 2016 w Sztokholmie. Napisał ją Bob Dylan – bardzo w swoim stylu, bardzo ironicznie i z pewną dawką erudycji. To fajny tekst. Przy okazji można zobaczyć, jak w skromny sposób ustawić siebie samego w jednym rzędzie z Szekspirem :).


Dobry wieczór Państwu. Pragnę przekazać jak najgorętsze pozdrowienia członkom Akademii Szwedzkiej i wszystkim dostojnym gościom, którzy zaszczycili dzisiejszą uroczystość swą obecnością.

Proszę wybaczyć mi, że nie zdołałem być z Państwem osobiście, ale mogą być Państwo pewni, że łączę się z Państwem duchowo, a odbieranie tak prestiżowej nagrody to dla mnie wielki honor. Nigdy przez myśl mi nie przeszło, bym miał szansę otrzymać Nagrodę Nobla w dziedzinie literatury, nie mogłem się tego spodziewać. Od dzieciństwa znałem nazwiska i pochłaniałem dzieła tych, którzy okazali się godni tego wyróżnienia: Kiplinga, Shawa, Thomasa Manna, Pearl Buck, Alberta Camus, Hemingwaya. Ci giganci literatury, o których uczy się w szkołach, których gromadzi się w bibliotekach i o których rozprawia się w najbardziej górnych słowach, zawsze budzili podziw. A na to, że dziś ja dołączam do tej listy nazwisk, nie umiem nawet znaleźć słów.

Nie wiem, czy ci wszyscy moi poprzednicy i poprzedniczki kiedykolwiek sądzili, że zasłużą na zaszczyt Nobla. Natomiast przypuszczam, że każdy, kto gdzieś w świecie pisze książkę, wiersz albo sztukę teatralną, może głęboko w sercu hołubić takie ukryte marzenie. Ukryte tak głęboko, że może sam nie zdaje sobie sprawy z jego istnienia.

Gdyby ktoś mi powiedział, że mam choćby niewielką szansę na zdobycie Nagrody Nobla, uznałbym, że szansa ta jest równie znikoma jak na to, że stanę na księżycu. A przecież w roku mojego urodzenia i jeszcze przez kilka lat na całym ś w i e c i e nie było nikogo, kto okazałby się godzien otrzymania tej Nagrody. Doceniam więc już choćby to, że znalazłem się naprawdę w bardzo wąskim gronie.

Ta niespodziewana wieść dopadła mnie, kiedy byłem w trasie koncertowej, i dobrych kilka minut trwało, zanim w pełni do mnie dotarła. I zacząłem rozmyślać o wielkiej postaci świata literatury – o Williamie Szekspirze. Zapewne sam siebie uważał za dramatopisarza. Ale przez myśl by mu nie przeszło, że jest twórcą literatury. Słowa, które tworzył, przeznaczone były na scenę. Miały być mówione, a nie czytane. Pisząc Hamleta, z pewnością myślał o wielu kwestiach: „Którzy aktorzy nadadzą się do tych ról?”, „Jak to zainscenizować?”, „Czy na pewno ma się to dziać w Danii?”. Na czoło oczywiście wysuwały się wizja artystyczna i ambicje, ale trzeba sobie było poradzić także z bardziej prozaicznymi zagadnieniami: „Czy zdołamy zdobyć fundusze?”, „Czy wystarczy miejsc dla moich dobrodziejów?”, „Skąd by tu zdobyć ludzką czaszkę?”. Założyłbym się, że pytaniem, które w najmniejszym stopniu mogło zaprzątać głowę Szekspira, było: „Czy to jest l i t e r a t u r a?”

Kiedy jako nastolatek zacząłem pisać piosenki, a nawet kiedy zacząłem zyskiwać pewną renomę z racji mych umiejętności, miałem wobec tych piosenek co najwyżej takie nadzieje. Snułem marzenia, że będą wykonywane w barach i klubach, później może w takich miejscach, jak Carnegie Hall czy London Palladium. A w chwilach najśmielszych oczekiwań może wyobrażałem sobie, że nagram płytę, a potem usłyszę swoje piosenki przez radio. To miałem na myśli, słysząc słowo „nagroda”. Jeśli nagrałeś płytę i usłyszałeś swoją piosenkę przez radio, to znaczyło, że dotarłeś do szerokiej publiczności i że może uda ci się dalej robić to, co sobie założyłeś.

I tak robię to, co sobie założyłem, już od dosyć dawna. Nagrałem dziesiątki płyt, dałem tysiące koncertów, jak świat długi i szeroki. Ale sednem niemal wszystkiego, co robię, są właśnie piosenki. Odnoszę wrażenie, że znalazły też miejsce w sercach wielu ludzi w różnych kulturach – czuję z tego powodu wdzięczność.

Ale jedną rzecz muszę tu powiedzieć. Jako wykonawca grywałem dla pięćdziesięciu tysięcy ludzi i dla pięćdziesięciorga ludzi. I proszę mi wierzyć – trudniej jest zagrać dla pięćdziesięciorga. Pięćdziesiąt tysięcy ludzi to jeden organizm, a pięćdziesięcioro – bynajmniej. Tu każda osoba ma własną, odrębną tożsamość, stanowi swój własny świat. I każda z nich postrzega wszystko wyraźniej. Na szali kładziemy wówczas własną szczerość i jej głęboki związek z naszym talentem. Nie umyka więc mojej uwadze, że skład Komitetu Noblowskiego to grono tak nieliczne.

Ale i mnie, podobnie jak Szekspira, też zaprzątają głowę własne twórcze ambicje i troska o bardzo prozaiczne kwestie: „Którzy muzycy byliby do tych piosenek najlepsi?”, „Czy będę nagrywał w odpowiednim studiu?”, „Czy piosenka ma właściwą tonację?”. Pewne rzeczy się nie zmieniają, nawet po upływie czterystu lat.

Ani razu nie zadałem sobie pytania: „Czy moje piosenki to l i t e r a t u r a?”.

Zatem bardzo dziękuję Akademii Szwedzkiej zarówno za rozpatrzenie tego właśnie pytania, jak i za udzielenie na nie tak niezwykłej odpowiedzi.

Proszę przyjąć moje najlepsze życzenia,

Bob Dylan

[przeł. Filip Łobodziński]

Tekst wraz ze wstępem Autora blogu tutaj.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Comments ( 8 )
  • Piotr Sakwerda

    Witam Panie Filipie!

    „Pogodynka” jest najbardziej przeze mnie oczekiwaną płytą od lat – odliczam bodajże dni od marca zeszłego roku, gdy przeczytałem na onecie o projekcie Dylan.pl. Czy premiera faktycznie już jutro? W których sklepach będzie sprzedawana?

    Pozdrawiam serdecznie
    Piotr Sakwerda

    Odpowiedz
  • Piotr Sakwerda

    A tekst mowy jest SUPER ☺. Dzięki za wrzutkę.

    Odpowiedz
    • Filip Łobodziński

      Szanowny Panie Piotrze, jeśli lubi Pan liczyć dni, to wiadomość jest dobra, inaczej… cóż. Kwestie natury prawnej ciągnęły się wystarczająco długo, byśmy mogli usłyszeć od Wydawcy, że naszym miesiącem jest luty. Dokładną datę podamy, ledwie ją poznamy!

      Odpowiedz
      • Piotr Sakwerda

        „Nie liczę godzin ni lat…” – dni też nie lubię rachować, ale do lutego jakoś dam radę.

        A jakie macie plany odnośnie do dystrybucji? Pytam, ponieważ jakiś czas temu rozmawiałem w wrocławskim EMPIKU o Dylan.pl i nikt ze sprzedawców nie słyszał o projekcie.

        Serdeczności.

        Odpowiedz
        • Filip Łobodziński

          Agora wydaje, ma niezłą dystrybucję. Empik raczej nie ma wiedzy o zapowiedziach, tylko o tym, co zostało opłacone za miejsce na stoisku.

          Odpowiedz
          • Piotr Sakwerda

            Jak wydaje Agora, to będzie do kupienia praktycznie w każdym sklepie muzycznym. Super! Dzięki za informację.
            Planujecie sprzedaż przez internet za pośrednictwem strony? Przy zdjęciu okładki jest ikonka „buy”…

          • Filip Łobodziński

            Tego przycisku BUY nie udało nam się ani aktywować sensownie, ani usunąć. Zobaczymy, co się stanie, jak płyta wyjdzie.

      • Adam

        To sprawka hóliganuf..

        Odpowiedz