loading
15 Lut

ZABAWNE

Czyli inaczej mówiąc: nigdy nie mów „nie umiem”.

Kilka dni temu prof. Jerzy Jarniewicz, którego mam zaszczyt być kolegą (także po fachu), przeprowadził ze mną wywiad z okazji zbliżającego się wydania książki Duszny kraj z moimi przekładami Dylana. Wywiad przeprowadzony był w atmosferze wzajemnego szacunku i zrozumienia, krótko mówiąc – cieplarnia. Wywiad ma zresztą wspierać tę premierę, więc nie mógł być uszczypliwy – ale przy okazji był rzetelny. Tak myślę.

{fot. za http://www.msa.wroclaw.pl/2014/pl/program/81-Jerzy-Jarniewicz}

Jurek zadał mi tam między innymi pytanie o piosenki, przy których poległem, których nie zdołałem przełożyć. Wymieniłem kilka tytułów, do których faktycznie przymierzałem się w przeszłości i nic szczególnego z tego nie wynikło – a z reguły zgoła nic.

I oto prawdą stało się powiedzenie, że by pokonać niefart, trzeba się na głos przyznać do przegranej. Nie wiem, czy powiedzenie jest wiarygodne, ale słyszałem i czytałem je gdzieś.

Publicznie przyznałem się, że nie umiałem fajnie po polsku napisać piosenki 4th Time Around.

https://www.youtube.com/watch?v=_RIFh9lSLC8

Dwa dni później w mózgu otworzył się oberlufcik i natchnienie wpełzło.

Przekład zrobiony. Już nie trafi do książki, może więc kiedyś dojdzie do wydania drugiego, rozszerzonego. Tym bardziej, że od czasu zsyłki książki do składu – tych nowych przekładów jest już kilka.

Nie będę więc dawał tu przekładu w całości. Ale jeden rąbek uchylę. Piosenka (zresztą będąca rozmyślnym pastiszem Norwegian Wood Beatlesów, tylko mroczniejszym) jest pełna aluzji seksualnych. Po tym, jak portretowana w niej kochanka pada (nieprzytomna? martwa?), narrator postanawia pogrzebać w jej „drawer”. Czyli w szufladzie. Ale czemu nie skojarzyć tego z „drawers”, czyli z takimi nieco dłuższymi majtami (reformami)?

Inne aluzje dotyczą m.in. butelki rumu, który bohaterka trzyma przy łóżku. Niektórzy twierdzą (tu nie mam doświadczenia), że dziwki miały rum na podorędziu, przy dokonać higieny ust po seksie oralnym. Narrator tymczasem, zresztą przymuszony, odwdzięcza się „po” wydłubanym z kieszeni listkiem gumy do żucia. Żucie to nie je bajka.

W finale narrator wyznaje: „I never asked for your crutch, now don’t ask for mine”. „Nigdy nie prosiłem cię o wsparcie (dosłownie ‘o kulę’), to ty nie proś mnie też”. Jednakże w wymowie Dylanowskiej „crutch” brzmi niemal identycznie z „crotch” (krocze).

Tu, jak sądzę, można było albo pójść w oddanie treści, albo pobawić się, odchodząc od oryginału. Zdecydowałem się na to drugie. Mój narrator wyznaje: „podziwiam twój krok, więc podziwiaj i mój”. Jest dwuznacznie? Jest.

A potem zdarzył się jeszcze jeden „Cud”.

Bo wśród wymienionych w wywiadzie piosenek, które stawiły mi opór, była też tytułowa z najbardziej kaznodziejskiego albumu BD Saved z 1980 roku.

https://www.youtube.com/watch?v=xxpIdN6Jwzo

Tu treść jest prosta, nie ma metafor. Wyznanie i dziękczynienie. Zdecydowanie poniżej poetyckich możliwości Dylana, choć na pewno natchnione i szczere. Pisał na pewno o sobie. Tu problemem była wykrzykiwana fraza „saved” – „zbawiony”. Muzyka wymaga jednej sylaby. Jak wgnieść „zbawiony” w jedną sylabę? Dać sobie spokój, ot co. I poszukać słowa z tej samej, nomen omen, parafii, które ma jedną sylabę i może stanowić tytuł piosenki (a nawet płyty).

No i dziś przyszła muza i, podlewając roślinkę na parapecie, rzuciła półgębkiem „cud”.

To był cud

cud

cud.

Jak twierdzi Jurek Jarniewicz, za kilka dni trzeba będzie wykasować z wywiadu to pytanie, bo wyzwanie, jakim było publiczne przyznanie się do porażki, przynosi późne owoce.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Comments ( 1 )
  • Jarek

    Okładka: miękka
    czemu Duszny…. ma taką okładkę

    Odpowiedz