loading
01 Mar

PA-PA-PA, A TAK TO SIĘ ZACZĘŁO

Początki były tak słabe, że nawet ich nie hołubię. Ale pewnie gdzieś zachował się jakiś maszynopis…

Rozmowa, którą przeprowadził ze mną dla radiowej Czwórki Damian Sikorski, przypomniała mi nieco wyraźniej okoliczności, kiedy zaczęła się cała awantura z przekładami piosenek. Ściślej – kiedy zaczęła się na serio.

W styczniu 1979 roku nasz ówczesny wykładowca przedmiotu ‚Wstęp do literaturoznawstwa’ zarzucił wędkę i zaproponował, żebyśmy my, studenci pierwszego roku iberystyki UW, dopiero uczący się hiszpańskiego czy portugalskiego, zaczęli tłumaczyć współczesne wiersze z tego obszaru. Początkowy szok ustąpił zaciekawieniu i w istocie przygotowaliśmy w ciągu kolejnych dwóch/trzech lat kilkanaście tzw. wieczorów poezji, podczas których czytaliśmy własne przekłady, częstowaliśmy publiczność (rzecz działa się w Hybrydach) zagrychami i/lub napojami z danego obszaru (własnoręcznie przyrządzanymi, co na przełomie Gierka/Jaruzela nie było łatwe) i puszczaliśmy piosenki związane z tematem.

Tak wyglądało wnętrze Hybryd, ale to z innej imprezy – il. za http://www.trwanie.com/misteria.html.

Tłumaczenie poezji współczesnej jest o tyle łatwe, że wersyfikacja daje sporo swobody.

Ale bardziej zdyscyplinowane formy też kusiły. Tym bardziej, że nawet poeci współcześni sięgają po rytmikę regularną, po rymy, ba, nawet po sonety.

Ja w tym czasie już coraz chętniej grałem na gitarze, lubiłem śpiewać to, co jakoś umiałem też zagrać. Dylan był wśród najczęściej śpiewanych. Miałem też wąskie grono znajomych, którzy nie zawsze chwytali, o co chodzi w tych pieśniach, bo obracali się np. w języku francuskim. No to im tłumaczyłem filologicznie, czyli jak leci.

Aż tu nagle…! Pewnego marcowego dnia, nucąc sobie Don’t Think Twice, It’s All Right, wrzuciłem – znienacka dla samego siebie – frazę „Nie myśl już jest, jak jest” w miejsce oryginalnego tytułu/refrenu. I to mi dało do myślenia. Skoro da się sam tytuł wpasować z sensem w melodię, to może i resztę?

https://www.youtube.com/watch?v=u-Y3KfJs6T0

To był chyba koniec marca. Na początku kwietnia miałem gotową całą pieśń. Pierwszą przełożoną przeze mnie piosenkę w sposób, który umożliwiał jej śpiewanie.

I przez długi czas była to wersja oficjalnie przeze mnie podtrzymywana. Miałem notatnik akademicki A3, w którym wpisywałem ręcznie kolejne przekłady (bo za tą poszły inne piosenki). Był to ryż rozmaitości: pojawiali się Georges Brassens, Lluís Llach, Władimir Wysocki nawet, Beatlesi, Guy Béart, Jim Morrison… Za każdym razem, gdy otwierałem notes, zawsze na pierwszej stronie, od razu widziałem wypisane fioletowym flamastrem NIE MYŚL JUŻ, JEST, JAK JEST, potem czarnym długoplem DON’T THINK TWICE, IT’S ALL RIGHT, reszta na niebiesko. I nawet data „marzec/kwiecień 1979”.

Zastanawiające zresztą – pewnie to ma związek z fazami emocjonalnymi – że większość przetłumaczonych przeze mnie w pierwszych latach piosenek Dylana dotyczyła spraw miłosnych: You’re a Big Girl Now, If You See Her, Say Hello, I’ll Be Your Baby Tonight, Down along the Cove, Romance in Durango… Bodaj pierwszym poza-miłosnym tekstem przełożonym przeze mnie było I Shall Be Released.

Ten ostatni tekst już nie istnieje, w każdym razie nie w tamtej formie. Podobnie jak Nie myśl już, jest, jak jest. Na obydwa kilka lat temu spojrzałem – i się zatrząsłem. Spojrzałem w ogóle na wszystkie stare przekłady. O ile jednak w pozostałych dokonałem korekt, o tyle te musiałem na dobrą sprawę skierować ad kosz. I zrobić je na nowo. Pierwszy mój przekład piosenki był przegadany, przesłodzony, przefajnowany, momentami przepoetyzowany.

Poza tym nie odniosłem się w przekładzie do świadomo popełnionego przez Dylana błędu gramatycznego – „An’ it ain’t no use in a-turnin’ on your light, babe, / the light I never knowed” to gwóźdź w ucho poprawnie wyrażającego się anglofona.

Dopiero w tej wersji niedawnej udało mi się wykpić podobnym gwałtem na regułach fleksji gramatycznej. Napisałem tam:

Nie ma sensu też rozpalać blasków

niedostępnych dla mych ok

Dlatego pa-pa-pa, zaczęło się fatalnie. Ale bez fatalnych początków nie ma dalszych ciągów, niekiedy dużo fajniejszych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Comments ( 10 )
  • Piotr Sakwerda

    A mi niedawno wpadła do głowy (przy nuceniu tejże) – zamiast „Kaczusi Piotrusia” – „Kaczuszka Januszka”. Fonetycznie trochę bliżej oryginału…
    Ciekawi mnie, skąd wziął się ów Piotruś – imię skądinąd bardzo sympatyczne – i czy był brany pod uwagę Januszek?
    Pozdrawiam ciepło.

    Odpowiedz
    • Filip Łobodziński

      Trzeba by zapytać tłumaczki. Tam u Brassensa w ogóle chodziło o Jeanne – o trzydzieści lat starszą przyjaciółkę jego ciotki i… na skutek czaru obydwojga, siły dulceo i wspólnego mieszkania przez czas pewien – kochankę młodego GB.

      Odpowiedz
      • Piotr Sakwerda

        „La Cane de Jeanne” jest faktycznie (chyba ?) nie do oddania w języku polakim. „Januszek” wpadł mi do głowy na zasadzie podobieństwa fonetycznego (patrz: „Adam”, ktory dał imiona zwierzętom czy „Pan Wąs”). I tak się zastanowiłem czy podczas śpiewania nie kusiła Pana – miłośnika tego typu podobieństw – taka zmiana…

        Jeśli – jak mniemam – zbieżność nazwiska z tłumaczką nie jest przypadkowa, nie byłoby chyba kłopotów z copyrightem?

        Odpowiedz
        • Filip Łobodziński

          Przekład robiła moja ex-żona. Z reguły nie zmieniamy starych przekładów, bo publiczność już przywykła i sobie nuci w takich wersjach, jakie się utrwaliły. Ja też miałbym wielką ochotę przełożyć na nowo Goryla, ale to nie znalazłoby zrozumienia u szerokiego jednak grona.

          Odpowiedz
          • Piotr Sakwerda

            Ma Pan rację – sam przyzwyczajam się do pierwszych „kanonicznych” wersji przekładów (także książkowych, ale śpiewanych w szczególności).
            Jestem ciekaw, jak długo będę oswajał się z Pańską wersją „Blowin` in the Wind” (wersja w wykonaniu Maryli Rodowicz jednak dość mocno jest zakodowana w świadomości).
            Serdeczności!

          • Filip Łobodziński

            Może nigdy się Pan nie przyzwyczai, ale proszę dać szansę. Kuba Sienkiewicz z powodzeniem śpiewa wersję Barańczaka. Jest większy wybór, ot i już. Mam nadzieję, że głos Tadzia Woźniaka ułatwi przełknięcie!

  • Piotr Sakwerda

    Sznsę dam na pewno !
    Mam nadzieję, żę JUŻ JUTRO 🙂

    Odpowiedz
    • Piotr Sakwerda

      PS. A dlaczego na stronie Empiku premiera „Pogodynki… ” jest zapowiedziana na 17 marca?

      Odpowiedz
      • Filip Łobodziński

        Bo, jak się przedwczoraj dowiedzieliśmy, wydawca nie zdanża z produkcją. Od dziś można zamawiać, ale wysyłka następuje „po 17 marca”. Zresztą Agora też już ogłasza premierę na 17 marca. Dlatego. Materiał muzyczny był gotowy w październiku…

        Odpowiedz
        • Adam

          wciąż jest szansa że będziecie przed Triplicate. Przynajmniej w Polsce 🙂

          Odpowiedz