loading
05 Kwi

PRZYJAZNE PRZEJĘCIE

W gospodarce znane są głównie wrogie przejęcia. Naszym celem w dylan.pl było coś przeciwnego. I chyba właśnie się udaje.

Usłyszałem wczoraj chyba najwspanialsze słowa, jakie mogłem sobie wyobrazić, na temat tego, cośmy wypichcili z zespołem na płycie – i na koncercie.

Mianowicie – usłyszałem takie stwierdzenie: „Stary, znam na pamięć oryginały tych numerów. Ale słuchając płyty, w ogóle przestaję się interesować, co przerobiliście. Słucham WASZYCH piosenek. To są kapitalne aranżacje, zaśpiewane z głębokim przekonaniem. Te kawałki są już wasze”.

No, naprawdę. Dodam, że powiedział to nie byle kto, ale facet, który wysłuchał w życiu już pierdyliona płyt, zna się na muzyce fenomenalnie, a w dodatku nie jest skłonny ściemniać, nigdy tego nie robił. Raczej ma w środowisku opinię człowieka, który chętniej skrytykuje niż pochwali. Często wsadza kij w mrowisko – ale nie dla samego wsadzania, tylko dlatego, że świętość, którą narusza, faktycznie jego zdaniem na idolatrię nie zasługuje. Nieprzemakalny jest też na implikacje wynikające ze znajomości. Krótko mówiąc – taki nasz trochę Lester Bangs. Grzegorz Brzozowicz.

{Fot ze strony http://muzyka.onet.pl/rock/polscy-dziennikarze-muzyczni-grzegorz-brzozowicz-pisze-to-co-uwazam-wywiad/ykdm00}

Znam się z nim od ponad trzydziestu lat, napisaliśmy wspólnie jedną książkę, nadaliśmy wspólnie sporo audycji Radia Clash, współpracowałem z nim przy pierwszym akcie muzycznej przyjaźni polsko-jugolskiej, czyli przy płycie Yugoton. Pozornie to idealne okoliczności do tego, by raczej kadził mi niż krytycznie oceniał. Może ktoś inny, ale nie Grzesiek. Szczerze mi wyznał: „Bałem się tej płyty, bo kumplujemy się, a przecież wiedziałem, że takie rzeczy rzadko kiedy się udają, i jak ci powiedzieć w oczy, że realizacja marzenia to fajna rzecz, ale wyszło… no, takie coś, o czym prędko zapomnimy. A tu nie mogę przestać słuchać”.

Że mu się spodobało – to jedno. Ale ta pierwsza konstatacja wydaje mi się daleko ważniejsza i cenniejsza. Że to już nie są piosenki Boba Dylana po polsku, ale NASZE kawałki. Żeśmy je przejęli – po przyjacielsku, niczym nie uchybiając wielkości Patrona.

Nazwa dylan.pl zobowiązuje i kotwiczy. Pod takim szyldem nie wypada nam grać niczego innego. Zresztą okaże się, czy będziemy zapraszani, by móc kontynuować działanie jako zespół. Nazwa dylan.pl także wyraźnie ukierunkowuje oczekiwania. Mamy być eksponentami piosenek Dylana po polsku i w Polsce (tak to zostało pomyślane).

Ale czy automatycznie kryjemy się za Dylanem? To jest równa wymiana, jakkolwiek buńczucznie to brzmi. Niesiemy jego twórczość pod wybrane strzechy, a zarazem sami siebie pokazujemy od strony, od jakiej nas dotąd nie znano. Gramy po swojemu, tak, jak chcemy grać, nie kopiując aranżacji, temp – a czasem nawet rytmów i metrów. Gramy od siebie.

No i śpiewamy polskie słowa, których Dylan nigdy nie napisał. Napisał je Łobodziński, wzorując się na treści i poetyce oryginałów. Dylan nigdy nie śpiewał i nie zaśpiewa pewnie po polsku. Takie kowery to kowery specyficzne, bo nie są wersjami oryginałów, jak All Along the Watchtower w wykonaniu Jimi Hendrix Experience, a polskimi utworami na podstawie oryginałów.

https://www.youtube.com/watch?v=TLV4_xaYynY

Nieprzypadkowo wspomniałem kongenialny kower z 1968 roku. Hendrix zagrał go tak inaczej, tak po swojemu, tak kompletnie ignorując ascetyczny, cichy oryginał, że uczynił z tej piosenki WŁASNĄ. Do tego stopnia, że Dylan po jej usłyszeniu zdecydował, że będzie All Along the Watchtower grać zawsze rockowo, w hołdzie Hendrixowi. W pewnym sensie Dylan koweruje więc Hendrixa, kowerującego Dylana.

Tak, Tęskny jazz o podziemiu, Jak błądzący łach, Jest mi miłość, W szarych pętach dżdżu, Bez słowa czy Señor to już nasze piosenki. (A Arlekin to już na pewno, bo z oryginału ostał się tylko tekst, tyle że po polsku, oraz linia wokalu). Przynajmniej my tak czujemy. Nie odgrywamy cudzych kawałków, wyjmujemy je z cudzysłowu i gramy je od siebie, opowiadamy o sobie i o naszych słuchaczach.

A skoro parę osób to już usłyszało, skoro Brzoza to powiedział na głos – to jest to według mnie jeden z największych naszych sukcesów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Comments ( 7 )
  • Tomasz piszczek

    Burza- przepiękny tekst o.. apokalipsie maluczkich. Jestem pod wielkim wrażeniem całej płyty. Nie jestem fachowcem jak pan Brzozowicz ( kultowe Non Stopy mam do dziś..) by chwalić lub ganić.. Dla mnie Wasze muzyczne i tekstowe dokonanie to zastrzyk energii i normalności jednostki (Dylan) w wybitnie niespokojnych ostatnio czasach. Kiedyś Maciek Zembaty tak samo jak Wy teraz natchnął wrażliwość w Polskę. To był Leo Cohen. W interiorze też Was teraz ktoś słucha z wypiekami na twarzy:) Pozdrawiam i życzę by Wasz przekaz przebił się.. Tomek z bardzo małej wioski..

    Odpowiedz
  • Piotr Sakwerda

    Do pierdylionów Pana Grzegorza sporo mi brakuje, ale – podobnie jak On – też nie mogę przestać słuchać „Pogodynki” 🙂
    Od momentu zakupu gra codziennie.
    Ostatni raz tak miałem kilka lat temu z „13” Black Sabbath – inna bajka, ale zacne towarzystwo 🙂

    Odpowiedz
  • Adam

    No nie wiem 🙂 U mnie już stoicie w rzędzie pt. Dylan. I to nie tylko ze względu na kolejność alfabetyczną. Dla mnie to Wy jesteście kolejną zdobyczą Dylana. Troszkę tak gdy zapuszczał się w rejony ruralne na Nashville Skyline czy gdy ostatnio rekonkwistuje tereny zdobyte ongiś przez Franka Sinatrę, tak tutaj zdobywa kraj nadwiślański, fakt że per procura ale skutecznie!

    Prywatnie muszę odnotować fenomen. Przy płycie dylan.pl, właściwie nie zauważyłem…nowego, trzypłytowego wydawnictwa samego Dylana. I tak sobie próbuj,e przypomnieć kiedy ostatnio tak wyczekiwałem nowej płyty. Stawiam na Tempest. A już na pewno pamiętam, kiedy ostatnio jakaś płyta przerosła moje najśmielsze oczekiwania. To było 20 lat temu. Time Out Of My Mind. Gratuluję i dziękuję za wzruszenie.

    Odpowiedz
    • Filip Łobodziński

      Mowę mi odjęło (a tu w niedzielę trza śpiewać publicznie). Pokorny pokłon.

      Odpowiedz
  • Kuba

    Witam

    czekałem na całą płytę od momentu pojawienia się „adama…” w internecie. Zachęcił mnie kolega podczas wyprawy w góry Gruzji we wrześniu 2016, potem na pamięć nauczyły się śpiewać moje dzieci (lat 6 i 11) i czekaliśmy. Byłem bardzo ciekaw reszty ale szczerze mówiąc (pisząc) – pełen obaw czy uda się z resztą. W tym momencie płyta przesłuchana pewnie z 50 razy i na playliście mam 13 kawałków (do innych może wrócę później) i jest naprawdę świetnie – i muzycznie i tekstowo. Dzieci już znają „gdy przypłynie.. ” a o dziwo synowi (lat 11) bardzo spodobała się „Burza” – na tyle że musiałem z nim wczoraj Titanica obejrzeć 🙂
    Dla mnie faworyci to Burza, Highlands, Pan z Tamburynem, Mistrz Wojennych gier, W szarych pętach dżdżu – no i Gdy przypłynie. Gratuluję spełnienia marzeń.
    Przy okazji pytanie przyziemne – lubimy sobie rodzinnie pograć amatorsko i nie mogę wymyśleć tonacji Gdy przypłynie… Dylan chyba w G to gra oryginalnie. Panowie w jakiej tonacji ?

    Odpowiedz
    • Filip Łobodziński

      VOV, no to fantastycznie! Szczerze, nie spodziewałem się, że spłyną aż takie entuzjastyczne głosy. Liczyłem, że będzie trochę opinii typu „nawet fajne”, ale tak, to nie 🙂
      Co do tonacji – my to gramy w D-dur. Ukłony dla Rodziny!

      Odpowiedz
      • Kuba

        Panie Filipie

        No tak D-dur – wszystko jasne dzięki. Najbardziej mi się podoba poza samą płytą, że (pewnie ciężką pracą) spełnił Pan swoje marzenie – i to nie proste ale zapewne wymagające wielu wyrzeczeń, pewnie pojawiało się sporo wątpliwości i schodów ale dopiął Pan swego – i tu jak mówią młodzi największy szacun !

        Pozdrawiam
        Kuba

        Odpowiedz