loading
24 maja

DZWONY WOLNOŚCI

Przez lata zabierałem się do tego tekstu jak pies do… nie, nie do jeża, a do pysznej, ale mocno przyprawionej karmy.

{Fot. za http://www.mojo4music.com/23299/bob-dylans-secret-archive-to-be-thrown-open-to-the-public/}

To Dylan w fazie Rimbaudowskiej. Pozornie pieśń zaangażowana, wpisująca się w nurt walki o prawa obywatelskie. A w rzeczywistości pieśń o braku wolności we wszelkich wymiarach, nie tylko społeczno-politycznych. To pisana w duchu trudnego optymizmu opowieść nadziei, że i dla uciemiężonych, wykluczonych, chorych, wygnanych, przygnębionych zalśni jutrzenka. Pompatycznie to brzmi – i tekst utworu też momentami zahacza o pompę. Ale bardziej o majestatyczny żywioł poetycki.

Tekst jest Rimbaudowski zarówno w doborze środków, jak i w samej scenie, którą przedstawia. Oto wędrowcy (dwóch? trzech? więcej?) muszą schronić się gdzieś przed nocną burzą. Ale zafascynowani przyglądają się tańcowi żywiołów, walce sztormowych tytanów. Sezon w piekle skrzyżowany ze Statkiem pijanym

,

{Il. za http://marjolainefillon.blogspot.com/2013/05/le-bateau-ivre.html}

a do tego motywy zaczerpnięte z poezji amerykańskiej (prekursor beatników Kenneth Patchen, echa T.S. Eliota…).

Burzowe pioruny, błyskawice i grzmoty stają się dzwonami, bijącymi na rzecz – głównie strapionych, zbitych, poszkodowanych przez życie i przez innych. Ale tu i ówdzie biją też dla sług opresji, dla „protectors of the mind”, a więc tych, którzy mają za zadanie trzymać maluczkich w karbach. Narrator wie jednak, że oni także są zniewoleni – służbą niewłaściwemu panu. Dla nich też powinno nadejść wyswobodzenie.

Wątek nieobcy Dylanowi, który rok wcześniej w Only a Pawn in Their Game wskazywał, że zabójca Medgara Eversa sam nie jest winien, został wmanipulowany w swój grzech.

Utwór składa się z sześciu długich zwrotek, wieńczonych frazą „an’ we gazed upon the chimes of freedom flashing”. Poza pierwszą (atak burzy) i ostatnią (cichnięcie burzy w miarę zbliżania się świtu), no, może jeszcze przedostatnią (zapowiedź nadchodzącego wyciszenia) – pozostałe są równorzędnymi opisami festiwalu światła i dźwięku.

Jedność obrazu i dźwięku jest obezwładniająca. Jak podczas prawdziwej burzy.

Tyle że cisza po burzy zazwyczaj jest wytchnieniem, momentem krzepiącego spokoju – tu zaś to burza jest tą krzepiącą nowiną, to burza niesie dobrą wiadomość. Zaś cisza po niej to czas, by tę wiadomość zrozumieć i pozwolić jej rosnąć.

Język bujnieje, skrzy się eufoniami, jest plastyczny – jak to u symbolistów.

Znalezienie polszczyzny do jego przełożenia/przetworzenia to zadanie trudne. Nie mam pewności, czy moje lektury Rimbaudowskie wystarczyły. Niekiedy musiałem wyjść poza oryginalne metafory i obrazy, stworzyć własne, by pomieścić we frazach to, co uznałem za najważniejsze – huk i spektakl oraz świat udręki, dla którego nadzieja nie zgasła.

I żeby to się – oczywiście – dało zaśpiewać :).

 

Hen, pomiędzy zmierzchu kresem a północy srogą mgłą

biły grzmoty, dach przygodny nas ugościł

piorunów wzniosłe głosy wśród dźwięku siały cień

wyglądało to jak błysk dzwonów wolności

błysk dla wojowników, co nie z walki czerpią moc

błysk dla uchodźców, co bezbronni drżą, przez mroki mknąc

dla ofiarnych kozłów, co w mundurach cierpią w ciemną noc

i patrzyliśmy w ten błysk dzwonów wolności

 

W wielkim piecu miasta raptem mury się kruszyły w krąg

a my patrzyliśmy, skryci i ciekawi

echo ślubnych dzwonów targane precz przez deszcz

rozpływało się w głosach błyskawic

grzmiało dla złupionych, dla cierpiących pech

grzmiało dla wyrzutków, zagubionych, tych, co czują gniew

grzmiało dla przeklętych, którym w żyłach płonie krew

i patrzyliśmy w ten błysk dzwonów wolności

 

Wśród bębnienia obłędnego, gdy dziki szalał grad

niebo przeszywały przecudowne wiersze

aż dźwięk dzwonnicy w nawałnicy rozpierzchł się

tylko dzwony gromów biły wciąż na wietrze

biły dla szlachetnych, dla uczonych głów

biły dla strażników, co pilnują myśli, snów i słów

dla malarzy mało wartych, co na swój czas nie trafią znów

i patrzyliśmy w ten błysk dzwonów wolności

 

Deszcz rozpostarł swe historie w tę katedralną noc

zasłuchanym, obłym, bezkształtnym formacjom

grzmiało dla języków, w których odrętwiała myśl

bo zabrakło oczywistych sytuacji

grzmiało dla tych, co stracili mowę, słuch i wzrok

dla samotnej matki w matni, dziwki zdążającej w mrok

dla banity, co jest bity, biczowany jest co krok

i patrzyliśmy w ten błysk dzwonów wolności

 

Choć w zakątku oddalonym błyska biała tafla chmur

i podniosło się mgliste złudzenie

elektryczne groty biły wciąż dla tych, którym wzbrania los

by błądzili, i skazanych na błądzenie

grzmiało dla stęsknionych serc, czystych niczym biel

dla tych, którzy oniemiali wypatrują, gdzie ich cel

dla niewinnych, nieszkodliwych za kratami cel

i patrzyliśmy w ten błysk dzwonów wolności

 

Czas jakby stanął w miejscu, a my razem z nim

śmiech nas ogarniał, zachwyt zdjął niezwykły

jeszcze raz oczarowani, na ostatni patrząc błysk

zadziwieni, aż grzmoty zamilkły

biły dla chorego, co już przypomina wrak

dla zesłańca, jeńca, odszczepieńca, co niesie krzyż od lat

i dla wszystkich ciemiężonych, jacy przyszli na ten świat

i patrzyliśmy w ten błysk dzwonów wolności

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Comments ( 3 )
  • EWA

    Zastanawiałam się co Pan napisze w taki dzień jak dziś. Nie rozczarowałam się. Ani wstępem, ani wierszem. Tak jak nie rozczarowałam się koncertem w Oratorium sw Filipa Nerii w Radomiu jak i w kolejny piątek, w Muzeum Gombrowicza we Wsoli. Aczkolwiek porównując oba koncerty, duszą, ciałem i umysłem jestem w Radomiu. Tym bardziej że we Wsoli nie było mojego ulubionego utworu, który w Radomiu zebrał taki aplauz. Dziękuję za wszystko, czekam na jeszcze.

    Odpowiedz
  • Adam

    Bomba! Czasem gdy słucham/czytam tych tekstów przed-elektrycznych, mam zapewne niesłuszne podejrzenie, że nie mógł ich napisać dwudziestokilkuletni chłopak. A może własnie tylko on mógł? Mimo wszystko wolę Boba bez tego patetycznego zacięcia ale warto sobie przypomnieć że potrafi zadąć w trąby. Chyba sporo cyzelowania było przy tym tekście, wysokiej próby – bo nie widać i nie słychać. Lśni.

    Odpowiedz
    • Filip Łobodziński

      Nie będę ściemniał, że poszło w godzinę. Kilka dni. Plus kilka miesięcy myślenia.

      Odpowiedz