loading
21 Lip

LEGENDA LEGENDĄ, WAŻNE – NIE BYĆ MENDĄ

Ten zgrabny dwuwiersz niewiele ma wspólnego z tym, co chcę napisać, ale jako przesłanie może być pomocny w wyborach życiowych.

Zajmuję Państwu czas jedynie po to, żeby podzielić się zdawkowym komentarzem po naszym debiucie jarocińskim. Bo chociaż miejsce (ruiny kościoła pw. św. Ducha) było kameralne w porównaniu ze Sceną w Parku czy nawet na Rynku, to wciąż był to festiwal jarociński, wciąż byliśmy tam jako pełnoprawny uczestnik, wymieniani w programach i na t-shirtach.

{Fot. jarocinska.pl}

Graliśmy o trzeciej po południu, nie będąc jedynymi artystami, którzy w tym momencie poddawali się pod publiczną ocenę. A jednak idąc z garderoby w stronę sceny, wiedzieliśmy już, że wejść możemy tylko bocznymi drzwiami, bo przez zgromadzony tłum się nie przeciśniemy. Bliższą sceny połowę nawy zapełniły osoby siedzące, dalej byli stacze – w tym także już poza murami. Trzeba było zaproponować wszystkim, żeby zrobili krok (lub pośladkowy suw) do przodu, ku scenie, by wessać publikę zewnętrzną w obręb murów. (Ktoś zasugerował, że jednak powinniśmy byli wystąpić w Parku, bo za mało ludzi się zmieściło…).

I graliśmy niemal przez cały czas dla pełnej nawy. Pod koniec nieco się przerzedziło z racji wielkiej atrakcji w Parku, ale co najmniej ¾ pozostało. Były też owacyjne żądania bisu.

Jakaś pani po wszystkim podeszła z prośbą o autografy i w uniesieniu orzekła, że to najlepszy koncert tegorocznego Jarocina z racji niebywałej łączności publiki ze sceną i vice versa. Czuliśmy tę łączność faktycznie. Każda nuta trafiała prosto w uszy i głębiej. Respons był żywy, żwawy i donośny. Niesamowite. Wciąż mam wrażenie, że jesteśmy gdzieś tam w którymś szeregu, bo pierwsza liga to wielcy wymiatacze. A tu okazuje się, że ludzie wybierają akurat nas i nie żałują.

{Fot. PRO ART Ewa Galin}

Po wszystkim przebraliśmy się i poszliśmy posłuchać Organka na scenie w Parku. Wszystko się zgadzało, grał jak trzeba, w dodatku na finał wszedł jeszcze O.S.T.R., chuligaństwo najwyższej próby. I wielka połać widowni rozbawiona, rozkołysana.

Tam pojąłem, że jednak chyba nie pasujemy na dużą scenę. Organek i inni wspaniali artyści potrafią oddziaływać na publiczność fizjologicznie, przemawiają do trzewi, wyzwalają instynkty, budzą ciała. My – przez te spiętrzone słowa (często gorzkie) i brak chwytliwych refrenów – odwołujemy się do serc i głów. To jednak jest bardziej kameralne, nie sprzyja zabawie. Dylan zawsze przemawiał w swoim własnym imieniu albo snuł historie. To nie jest twórczość do chóralnych wykonów.

{Fot. Darek Boratyn}

Objęliśmy się z Organkiem czule po koncercie, obiecując sobie, że jednak kiedyś zawalczymy o wspólny występ. Potem jeszcze późny obiad i wio. Ale nieustannie, na ulicy, na koncercie Tomka, w knajpie – zaczepiali nas ludzie z gratulacjami i podziękowaniami. Bardzo nas to umacnia. Pojutrze (z perspektywy dnia, kiedy to piszę) plener w Katowicach. Może też komuś damy trochę poczucia, że czasu nie zmarnował/a, gdy przybył/a na nasz występ.

Te piosenki to jest otchłań znaczeń, kosmos, ocean, przestwór, terytorium. Ale mają też rytm, melodię i jest w nich sporo muzyki – dzięki wspaniałym instrumentalistom dylan.pl. To naprawdę spełnienie. I początek drogi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Comments ( 5 )
  • Piotr Sakwerda

    Ja wiedziałem, że tak będzie… ☺

    Odpowiedz
    • Filip Łobodziński

      Że Organek wciągnie O.S.T.R.-ego na scenę? Dla mnie to był siurpriz…

      Odpowiedz
      • PIOTR SAKWERDA

        Mistrz Ciętej Riposty z Pana.
        Chylę czoła.

        Odpowiedz
        • Filip Łobodziński

          Ale Adam na koncercie Tomka był super!

          Odpowiedz
          • Piotr Sakwerda

            Nie wątpię w to, tak samo jak w Waszą świetność.
            Serdeczności!