loading
19 Sie

BAWICIE SIĘ?

Podglądam z życzliwej ciekawości pokoncertowe reakcje kolegów wytrawnych muzyków, upubliczniane tu i tam. I czuję przedziwną mieszaninę zazdrości i ulgi.

Nie tylko zresztą pokoncertowe. Podczas znakomitego występu w Jarocinie Ørganek kilkakrotnie wyrażał radość z powodu „dobrej zabawy” publiczności. Chociaż treści, które wyśpiewuje, wcale do rozrywkowych nie należą. To może opowieści chwytliwe, ale wcale nie ludyczne. Organek za dużo wie, przeżył, przemyślał i pojął, by tracić czas na elemeledudki.

Grabaż dokumentuje swe refleksje po kolejnych koncertach Pidżamy i SnL, z satysfakcją odnotowując, że ludzie świetnie się bawili albo niby się bawili, ale nie do końca.

Rzeczy, które Grabaż ma do opowiedzenia słuchaczom, też nie są prostą rozrywką. Ba, Krzysiek należy do najtrudniejszych poetów na terytorium polskiego rocka. Wielu efektownych „poetów rockowych” z zagranicy też swobodnie wsysa każdym otworem. Ma do powiedzenia więcej, ważniej, trudniej.

Ale publika świetnie się bawi. Często chóralnie wyśpiewuje Grabażowe słowa, choć to nie są hymny stadionowe, a bardzo intymne wypowiedzi. To nie Chcemy bić ZOMO. Śpiewak zawsze jest sam.

Czy mam coś za złe komukolwiek? Broń Boże. To genialnie, że publiczność potrafi zamanifestować swoją radość z bycia w jednej przestrzeni z wykonawcą. Widziałem parokrotnie uśmiech Patti Smith, kiedy publika śpiewała wraz z nią (albo zamiast niej) jej wcale nieproste słowa. Widziałem jej radość trzy lata temu, widziałem niedawno.

Na czym to polega?

Pytanie zasadne, skoro sami gramy jako dylan.pl. Ze sceny płyną słowa niełatwe, gęste – zarówno co do ilości, jak i do ciężaru metaforycznego, treściowego, skojarzeniowego. Czy mamy oczekiwać od przychylnej publiczności, by z nami śpiewała i podskakiwała w rytm? Czy może raczej, by siedziała w skupieniu, mnąc wyciągnięte swetry i zapalając znicze?

Czyli – bliżej nam do rock’n’rolla czy do poezji śpiewanej?

Nie jestem rasowym wokalistą o piorunującej charyzmie, więc nie uwiodę samym timbre’em. Cała nadzieja w muzyce i w przekazie. W szczerości, w przekonaniu co do tego, w co się na tej scenie gra.

Zazdrość, o której wspominam na wstępie, wynika z tego, że Strachy, T.Love, Organek czy Hey, wygrywając ważkie treści ze sceny, mogą liczyć na reakcję instant, na czytelną, natychmiastową satysfakcję w postaci entuzjazmu i żywiołowego współuczestnictwa.

Ulga zaś – z tego, że my niby nie musimy. Bo trudno oczekiwać, by życzliwa widownia śpiewała chóralnie refrenową frazę Ballady o cieniasie, Firmy Ziuty, Łacha… By intonowała z nami Bez słowa albo Jest mi miłość. No, ewentualnie mogłaby się włączyć w Adama. Ale ogólnie trudno wyobrazić sobie skandowanego przez tłum Norwida.

Niemniej – może trzeba zweryfikować znaczenie słów „bawić się” i „zabawa”. Śpiewając w sumie posępne teksty Dylana, nie mogę infantylnie rzucać w tłum między kawałkami „Do you feel all right?”, bo wyjdę na bufona, który sam nie rozumie, o czym śpiewa.

Ale zależy mi, by w tej niewygodzie, jaką oferują słowa naszych piosenek, ludzie poczuli się jednak dobrze. Żeby nie żałowali przyjścia na koncert, żeby odnaleźli w sobie strunę współgrającą z naszą.

{fot. Tomek Staszewski}

Jeżeli takie właśnie pojmowanie wspólnej przestrzeni, wymiany energii i myśli, tłumnej refleksji nad światem i człowiekiem – nazwać „zabawą”, to OK, mamy nadzieję, że będziecie się dobrze (uczciwie, rzetelnie, mądrze) bawić na naszych publicznych ujawnieniach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Comments ( 1 )
  • PIOTR SAKWERDA

    Jak już wspomniałem, na koncercie we Wrocławiu bawiłem się znakomicie.
    Na czym to polegało? Właśnie na mixie rock and rolla i poezji śpiewanej.

    Z jednej strony – bujałem się w rytm muzyki, którą zawsze na żywo odbieram całym sobą, z drugiej – podśpiewywałem pod nosem te frazy, które miałem już w głowie po wielokrotnym słuchaniu „Pogodynki”.

    Czułem wewnętrzną radość z obcowania ze Sztuką. Uśmiechy zaobserwowane na twarzach współ-słuchaczy wskazują, że mieli podobnie. 🙂

    Odpowiedz