loading
13 Wrz

POWIEŚĆ? KI DIABEŁ?

Nowe przekłady z Dylana wciąż powstają. Niedawno uporałem się z Political World. Ale brnę w coś znacznie dziwniejszego.

Jednym z warunków wydania w lutym tego roku antologii Duszny kraj była obietnica ze strony wydawnictwa, że w ciągu kolejnego roku ukaże się polska wersja książki Tarantula autorstwa tegoż. A wydawnictwo w swej niezmierzonej poczciwości wrzuciło ten gorący ziemniak do mojego fartuszka.

W dawnych czasach, gdy wgryzałem się dopiero w tę hałdę o nazwie Bob Dylan, czytałem, że Tarantula to powieść.

Otóż nie. Ale też nie bardzo można by znaleźć na „to coś” adekwatną nazwę gatunkową. To bardziej poetycko-humorystyczna proza eksperymentalna. Dylan ma tu ewidentnych żyrantów w postaci już to Jamesa Joyce’a, już to Jacka Kerouaca, już to Bryona Gysina i Williama S. Burroughsa i ich tekstowe wycinanki, już to brytyjską tradycję nonsensu. Nie ma tu akcji, może raczej jest mnóstwo różnych akcji, onirycznych spiętrzeń, łamańców, przekrętów i wykrętów/wykrotów, w które łatwo spaść i złamać co najmniej język, jeśli nie kark.

Jest jedna postać, która migocze tu i tam jak światło latarni morskiej – aretha (zapewne Franklin), ale jaki szlak wskazuje? W mrok jeszcze gęstszy.

Nie muszę pewnie dodawać (ale dodam, bo skąd by Państwo wiedzieli, czego nie muszę dodawać), że słowo „tarantula” pada tylko w tytule. Skąd się tam wzięła? Może z powieści przyjaciela Dylana, Richarda Fariñi Wszystko się spieprzyło, ale chyba będzie lepiej z 1966 roku. Trzeci rozdział tej książki rozpoczyna właśnie to słowo.

Przekładanie książki Dylana (wydanej w 1969 roku) to zajęcie kilkuwarstwowe. Najpierw trzeba tym nasiąknąć. Obudzić w sobie wariata na kolejce górskiej i runąć na oślep. Potem należy odnaleźć jak najwięcej odniesień kulturowych i społeczno-politycznych, którymi Dylan żongluje jak małpa brzytwą. Oto fragmencik:

mam tak Potąd Biblijnych postaci – są jak olej rycynowy – jak wścieklizna & teraz marzę o Twoich oczach – ty, która nigdy nie gada o interesach & zaopatruje mój umysł w czerń QUIERO TUS OJOS & twego śmiechu & twego niewolnictwa… nie ma pijanego ryzyka – jestem serdecznym Egipcjaninem – pożegnaj się z marynarką wojenną

Każdy – no, prawie każdy – fragment prozy wieńczą absurdalne listy. Taki na przykład:

drogi Sabu

to moja cizia! opowiada mi, że

chodzi na długie spacery po lesie.

a najśmieszniejsze w tym, że

jednej nocy poszedłem za nią, &

mówi prawdę. próbuję

zainteresować ją taki rzeczami,

jak broń czy football, ale

ona tylko przymyka oczy &

mówi „nie wierzę, że to się dzieje”

poprzedniej nocy usiłowała się powiesić…

natychmiast pomyślałem, czy by jej nie

zamknąć w wariatkowie, ale do cholery jest moją cizią,

& każdy by kpił na mój widok,

że żyję z nienormalną babką.

może gdybym jej kupił samochód na własność,

coś by to dało / możesz to załatwić?

dzięki za wysłuchanie

Całkiem Spietrany

Czy wiele osób przeczytało Tarantulę po angielsku? Nie sądzę, na pewno znacznie mniej niż tych, którzy słuchają Dylana. W Polsce też nie będzie to megabestseller. Niemniej myślę, że warto dać tej książce szansę. Wystarczy zmrużyć umysł i uruchomić w sobie trefnisia. Bo że Dylan miał niezły ubaw, pisząc książkę, to więcej niż pewne. A przy okazji wyrżnął niezłego prztyka w, powiedzmy, nos niejednego zasadniczego akademika.

Ostatni Nobel literacki też był takim prztykiem. Tyle że przyznano go nie za Tarantulę. Ale nie jest tak groźnie, jak się bałem, gdy zasiadałem do tej robótki. Pływanie w elektrycznej oranżadzie jest całkiem zabawne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Comments ( 2 )
  • piotr sakwerda

    Spontaniczna proza (jak u Kerouaca)?

    Jako filologa polskiego (z któregoś tam wykształcenia) zastanawia mnie, kto czyta dziś eksperymentalną prozę czasów bitnikowsko-hipisowskich.
    Ja jako pasjonat muzyki tego okresu robiłem kilka podejść i zawsze „wymiękałem”. Tym większy szacunek dla Pana za translatorskie mierzenie się z taką materią.

    Nieustająco pozdrawiam.

    Odpowiedz
    • Filip Łobodziński

      Oczywiście odkłaniam się Panu, dziękuję za dobre słowo. Czy polska wersja osiągnie poziom adekwatności – to pytanie podstawowe. Istotniejsze od tego, czy ktokolwiek po to sięgnie. Bo oczywiście to lektura rozrywkowa na zupełnie innym poziomie niż rozrywka literacka w sensie potocznym. To tak, jak łącka zestawiona z piwem albo urlop na Nordkapp przy urlopie w Hurghadzie. Jest inaczej.

      Odpowiedz