loading
28 Lis

SENS KRĘCENIA

Kręci się, kręci się koło za kołem. Kręci się płyta na talerzu gramofonu i we wnętrzu odtwarzacza. Kręci się spirala rynkowa. A dla wspomożenia spirali, by jak najwięcej kręciło się płyt, kręci się klip. Wideoklip. Niekiedy zwany teledyskiem, choć dawno przestał być jakimkolwiek dyskiem.

Zasadniczo trudno ocenić, jakie wymierne przełożenie na sukces wykonawcy ma dziś klip. W czasach MTV służył rozrywce, dodatkowemu uatrakcyjnieniu artysty w oczach fanów i potencjalnych fanów. Między Madonną a Philem Collinsem nagle trafiali się R.E.M. czy Soundgarden i w ten sposób, niejako przypadkowo, byli łykani niczym lek na cały pop. „O” – mówiło wówczas grono mimowolnych widzów. „O!” – powtarzało grono. I już wiedziało o istnieniu zgoła innych artystów, nierzadko frapujących. I już sięgało po ich nagrania.

Dziś media obrazkowe funkcjonują zupełnie inaczej, stacja Music Television zajmuje się czymś, czego nie nazwę, w każdym razie nie muzyką. Muzyka nie jest już sztandarem identyfikacyjnym żadnego pokolenia, a już szczególnie muzyka angażująca w człowieku coś więcej poza fizjologią i podrygami.

Jednak decydujemy się nakręcić nasz drugi w życiu klip (pierwszy jest tu), bo jest to być może droga do tego, by w ogóle dylan.pl został zauważony tam, gdzie dotąd zauważany nie był. Wydajemy kasę i zawracamy głowę twórcom klipu, by… no właśnie, by co?

Na pewno nie po to, by zarobić milion dolarów i wyjechać do Sieradza na zawsze. Tego się nie da zrobić. I nie mamy aż takich ambicji.

Ponieważ nie ma dziś algorytmu, pozwalającego przeliczyć fakt klipu na konkretną sprzedaż, zapewne też nie zmusimy tym wideo ludzi, by pognali do sklepów osiedlowych i tam domagali się kilku egzemplarzy na twarz naszego albumu NIEPOTRZEBNA POGODYNKA, ŻEBY ZNAĆ KIERUNEK WIATRU. W każdym razie nie będzie to efekt bezpośredni.

Gdzie mogliby w ogóle zobaczyć nasz klip? Wszędzie, gdzie tylko zostanie puszczony. Nie ma telewizji muzycznej, ale są portale, strony, witryny internetowe. Wszędzie, gdzie można osadzić ten klip, tam można będzie na niego natrafić. Efekt będzie może najskromniejszy z możliwych, ale też jakże ważny – marka, jej rozpoznawalność, jej potencjał skojarzeniowy.

Na zdjęciu brakuje Tomka Hernika, ale jakby co, gra z nami :).

Dodatkowym wsparciem w tej batalii o rozpoznawalność będą całkiem zewnętrzne wobec nas atrybuty – podeprzemy się współudziałem Bardzo Znanego Artysty oraz Bardzo Znaną Melodią. Są to atuty, których nie można uznać za naszą zasługę, bo to raczej my sami podczepiamy się pod splendor legendarnej melodii i legendarnej postaci (z jej głosem).

Ale z drugiej strony – to my wymyśliliśmy, by tę melodię zagrać tak, a nie inaczej – właśnie inaczej ni z w oryginale. I to my zaprosiliśmy Gościa, by ją z nami wykonał. Bo wiedzieliśmy, że Gość dobrze zabrzmi, ale też, że z nami i z tą melodią, Gość będzie się czuł komfortowo.

Kręcimy zatem wideo. Kręcimy pod okiem wytrawnego fachowca kręcącego. W zabytkowym otoczeniu – choć to zabytkowość nieco prześmiewcza. I mamy nadzieję, że nas zobaczą.

A potem może zaczną pytać szefów domów kultury czy klubów w swoich miejscowościach, dlaczego, do kulsona nędzy, jeszcze nie zagraliśmy w tamecznych gościnnych progach. Bo lud czeka, lud pragnie i łaknie. Pięciu gości na scenie, mnóstwo instrumentów i naprawdę niepospolite słowa. Wiem, co piszę, bo już mieliśmy tu i tam owacje na stojąco.

Ilustracja wiodąca za stroną http://www.edwardheneage.co.uk/content/buy-me-now.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Comments ( 3 )
  • MARCIN Kwiecień

    Jak nakręcicie i będzie na jutubie, idźcie do „Kuby”.
    Serio. To taki paradoks czasów – kilka minut w programie czyni Cię gwiazdą w stopniu większym niźli miesiące tłumaczenia, aranżowania i nagrywania.
    Cel? Dylan pod strzechy.

    Odpowiedz
    • Filip Łobodziński

      Musiałby Kuba chcieć zaprosić. A – jak to orzekł kiedyś w rozmowie ze mną sam E. Miszczak – „pan nie ma dużego potencjału kontrowersji” (i dlatego nie wyraził zainteresowania moją propozycją zrobienia tam programu). Zatem czy Kuba zaprosi, to jest wysoce niepewne. Ale niech nas zaskoczy.

      Odpowiedz
      • Marcin Kwiecień

        „Potencjał kontrowersji”. Czyli to wyznacza granicę medialnej wartości. Nie podoba mi się.

        Odpowiedz