loading
23 Lut

FEJM, FEJM, FEJM, FEJM, FEJM…

…jak śpiewał David Bowie. W wypadku tak niekomercyjnego przedsięwzięcia, jak nasza komanda, fejm jest zjawiskiem wykluczającym się. A jednak…

Napisał do nas zespół rockowy, grający ostrawy blues-rock. Jak wynika z zaprezentowanych kawałków, głównie śpiewają o sprawach między paniami a panami, w kontekście instant – ale zawężanie interesujących ich spraw w ten sposób jest na pewno nieuczciwe. Niemniej – napisali z prośbą/pytaniem, czy mogliby zagrać jako nasz support.

Ta-daam.

Wiadomo wszak, że support, czyli tzw. rozgrzewacz, ma kilka ról do spełnienia. Po pierwsze, ma rozgrzać publiczność przed występem głównego punktu afisza, po drugie, dać publiczności wrażenie, że dostają więcej w tej samej cenie, po trzecie – pomóc tym supportującym podczepić się pod fejm głównego gwoździa programu. A i miejsce/organizator ma dobrze, bo potencjalnie ściąga fanów wszystkich z afisza, więc więcej osób kupi drinki i będzie dobrze mówić o klubie/sali.

Skoro zaś ktoś chce, żeby przed nami wystąpić, to znaczy, że jesteśmy takim dźwigiem kariery. Czy to prawda? Może. Na pewno – dzięki świetnym tekstom i sprawności technicznej oraz wyobraźni muzycznej instrumentalistów dylan.pl – nie jesteśmy błahostką. Na pewno dajemy świadectwo sztuki niepospolitej, niespotykanej na co dzień, choć niekoniecznie atrakcyjnej dla mas. Byłoby to zresztą dziwne, gdyby na występy dylan.pl chciały dobawić miliony.

Z żalem musieliśmy odmówić petentom – z racji tego, że chodziło o koncert w niedzielę, klubowi zależy na opróżnieniu sali o w miarę przyzwoitej porze, więc wydłużanie koncertu o kolejne kwadranse w nieznanej liczbie nie leżało akurat w ich interesie. W dodatku, ponieważ będzie to nasz pierwszy od bardzo dawna koncert w Warszawie, z częściowo (nieznacznie, ale jednak) premierowym materiałem, zależy nam na dobrze zrobionej próbie dźwięku, żeby publiczności, która się stawi – oby w sensownej liczbie – dać komfort. Zbyt dużo niewiadomych – szczęśliwie zespół-petent przyjął naszą odmowę ze zrozumieniem.

Ale to stwarza pretekst do rozmyślań.

Kto – gdyby już bardzo chciał – mógłby zagrać przed nami? Bezlitosna regułą w tej branży jest taka, że support ma do dyspozycji gorsze/cichsze nagłośnienie, mniej miejsca na scenie. Czyli rozgrzewać publiczność może głównie własnym żarem (i jakością samego repertuaru). Z biologicznego doświadczenia wiemy, że głodni fejmu artyści, rozgrzewając publikę, potrafią dać takiego czadu, że główna gwiazda wypada przy nich blado. A też nie o to chodzi, by sobie kręcić bicz na własny grzbiet.

{Il. za stroną https://unsplash.com/search/photos/audience}

Optymalnie więc byłoby, gdyby support rymował się swoim przekazem i repertuarem z tym, co robimy, wyraźnie się przy tym różniąc. Mógłby to być jakiś duet (albo ktoś solo), kto porusza się w przestrzeni ogólnie pojętego folku/bluesa/country/lubomskiego/piosenki autorskiej. Solo lub duet – bo wtedy nie trzeba robić cyrków z przemeblowywaniem sceny, sytuacja jest prosta, a zarazem wszystkim sprawia komfort. Ktoś, kto śpiewa żarliwie, ważkie treści, walczy o fejm w słusznej sprawie, ma coś ciekawego do powiedzenia o świecie i o nas.

Kto?

I czy ta jedna odmówiona propozycja nie była właśnie ostatnią straconą szansą, żeby komuś podać rękę i przy okazji wejść na scenę do już rozochoconej w słuchaniu publiczności?

PS. Nasza piosenka wciąż (na porę, gdy to piszę) znajduje się w pierwszej trzydziestce na Liście Przebojów Trójki. Fajnie. To dzięki naszym kibicom. Ale oprócz normalnej strony Listy jest tez forum. Tam jest wątek komentarzy do każdego bieżącego wydania. I jest tam ktoś irytujący, kto wybrzydza na nasz utwór (ma prawo) i pisze, że już nie może ścierpieć tego PLAGIATU. Czyli ma trudności z odbiorem prostych informacji. Niestety jest dość aktywny. Wspominam o tym, bo to znaczy, że z inteligencją jest jeszcze dramatyczniej, niż sądziłem. Żeby kower, w dodatku z przekładem i w zupełnie nietypowej aranżacji, uznać za plagiat, trzeba mieć duże kłopoty ze światem. Czyli musimy dalej grać i śpiewać, bo zostawić świata w takim bajzlu mentalnym nie sposób…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Comments ( 5 )
  • adam

    Pan się nie obraża, przecież sam Dylan to nader zręczny plagiator i coyrights manipulator 🙂 Byle mówili ? Sławy i supporterów tyleż zdolnych, co pokornych życzę

    Odpowiedz
    • Filip Łobodziński

      Dziękuję mocno, ale gwoli tam takich – ja się nie obrażam, zachodzę tylko w łeb (i długo nie wracam), skąd takie dziwne rozumienie słowa PLAGIAT.

      Odpowiedz
  • Piotr Sakwerda

    Panie Filipie, zainspirował mnie Pan. We Wrocławiu bądź okolicach polecam swoja skromna osobę z gitarą i repertuarem Cohena.
    Nieustające pozdrowienia 🙂

    Odpowiedz
    • Filip Łobodziński

      OK!

      Odpowiedz
      • Piotr Sakwerda

        Dziękuję za zaufanie „w ciemno”, bez castingu – dla mnie od fejmu istotniejszy jest fan, a taki daje mi scena od zawsze.

        Jeśli wyśle mi Pan na maila adres do korespondencji pocztowej, to prześlę CD z szopką noworoczną naszego amatorskiego teatru, w której śpiewam kilka piosenek. Takie „demo” – innego niestety nie posiadam.

        Teraz szykujemy wieczór piosenki francuskiej – szykuję kilka utworów Brassensa m.in. w Pańskim tłumaczeniu.

        Pozdrawiam serdecznie 🙂

        Odpowiedz