loading
03 Kwi

HURRICANE

Bodaj ostatni klasyczny protest song napisany przez Dylana. Otwierał uwielbianą w Polsce płytę Desire, nagrywaną w 1975 roku. W ciągu trzech miesięcy zagrany 33 razy na koncertach. A potem ani razu.

Pieśń – długa, ponad osiem minut trwająca, złożona z jedenastu zwrotek – od początku budziła kontrowersje. Głównie z tego powodu, że sprawa Rubina Cartera (o przydomku „Hurricane”) na pewno w tamtym czasie nie była traktowana w sposób jednoznaczny. Abstrahując nawet od faktu, że Hurricane wcale nie był kandydatem do tytułu mistrza  świata, jak twierdzi Dylan w trzykrotnie zaśpiewanym wersie „one day he coulda been the champion of the world”.

Problem zasadniczy – na korzyść i niekorzyść Cartera – polegał na tym, że nie znaleziono żadnych dowodów, świadczących o tym, że Carter z kolegą dokonali potrójnego zabójstwa. Natomiast było jasne, że Carter miewał podejrzane kontakty, miał w domu broń i nie wypadłby wiarygodnie w roli aniołka. Niemniej – system prawa na tym polega, że podejrzanemu o przestępstwo trzeba to udowodnić, bo aż nadto jest opowieści prawdziwych o niesłusznie skazanych. Nawet na śmierć.

Carter trafił za kratki w połowie lat sześćdziesiątych. Dekadę później jego sprawa wypłynęła dzięki akcji na rzecz uwolnienia pięściarza. Wtedy włączył się Dylan. Wspólnie ze swym ówczesnym partnerem tekściarskim Jacques’iem Levy w filmowy sposób opisał całą historię tak, jak ją widział.

Trzeba przyznać, że widział ją imponująco. Do tego stopnia, że gdy Norman Jewison w 1999 roku pokazał film o Carterze Huragan z Denzelem Washingtonem w roli tytułowej, opowiadał ją – w części dotyczącej napadu, aresztowania i skazania – ściśle według tekstu piosenki. (Potem film relacjonuje dalsze batalie o uwolnienie sportowca).

Tu Denzel Washington na pokazie filmu razem ze swoim bohaterem – 1999.

Sposób, w jaki Dylan ją zagrał w studiu i na koncertach, wydaje mi się skuteczny, sugestywny i po prostu dobry (wystarczy posłuchać tu). Dlatego gdy pomyśleliśmy w zespole o włączeniu jej do repertuaru, nie kombinowaliśmy. Jedyne różnice to ostry rytm od samego początku i zamiana skrzypiec Scarlet Rivery na akordeon Tomka Hernika. Dwie gitary akustyczne i gitara basowa dopełniają całości. Tak zagraliśmy Hurricane już dwukrotnie na żywo. Jeśli los zdarzy, że powstanie kolejna płyta dylan.pl, utwór się tam znajdzie.

Przekład powstał w sierpniu 2015 roku. Tu też nie kombinowałem. Zachowałem wszystkie realia, dodałem nawet nazwę baru Lafayette, gdzie faktycznie doszło do zbrodni – bo mi pasowała do rymu. Zostali wszyscy uczestnicy dramatu – Patty Valentine, Arthur Dexter Bradley i Alfred Bello. Praktyka koncertowa dowiodła, że tekst siedzi i – gdy akustycy są czujni i czuli na słowo – zrozumiały.

Dylan spotkał się z Carterem ostatni raz pięć lat temu. W 2014 roku Carter zmarł w wieku 76 lat.

{il. za https://pl.pinterest.com/pin/554716879078790404/}

 

Strzały się rozległy w barze w ciemną noc

z piętra wyżej schodzi Patty Valentine

patrzy – barman leży skąpany we krwi

krzyczy: „Boże, ktoś ich zabił, jakiś drań!”

Oto jest historia Hurricane’a

postawionego w stan oskarżenia

i skazanego, chociaż to nie on

wsadzili niewinnego, który lada moment już

mistrzem świata zostać mógł

 

Patty widzi na podłodze trójkę ciał

jeszcze się niejaki Bello kręci tam

podnosi szybko ręce, woła: „To nie ja

ja obrabiałem kasę, mogę słowo dać

tamci właśnie zwiali – pokazuje na drzwi –

lepiej dzwoń po gliny, ja widziałem ich”

Więc Patty dzwoni, cała drży

i wkrótce potem mrok wypełnia syren ryk

i kogutów błysk

W innej części miasta, w przyjacielskim gronie

Robin Hurricane Carter jedzie sobie spokojnie

pewniak w niedalekim meczu o tytuł mistrza

pojęcia nie ma, jaki syf właśnie doń się zbliża

nagle na pobocze każą zjechać mu

to samo tyle razy go spotkało już

w Paterson, New Jersey, tak już jest

kto czarny, niech się lepiej nie pałęta tu

i nie prowokuje psów

Alfred Bello miał wspólnika i chciał glinom dać cynk

robił mały bank, Arthur Dexter Bradley wraz z nim

zeznaje: „Dwóch widziałem, bokserów wagi średniej

wskoczyli w biały wóz, numery spoza New Jersey”

Patty kiwa głową, ale milczy jak grób

ktoś woła: „Ej, ten tutaj to jeszcze nie trup!”

więc na pogotowie wiozą go

i chociaż ledwie dycha, to wmawiają mu

że rozpozna tamtych dwóch

Czwarta nad ranem, patrol Rubina pcha

do szpitala, gdzie bój o życie świadka trwa

ten otwiera oko, z trudem rzęzi jak przez sen:

„Kogo mi tu prowadzicie? Przecież to nie ten!”

Oto jest historia Hurricane’a

postawionego w stan oskarżenia

i skazanego, chociaż to nie on

wsadzili niewinnego, który lada moment już

mistrzem świata zostać mógł

Minęło trochę czasu, w gettach zrobił się dym

Rubin w Argentynie znów wychodzi na ring

Arthur Dexter Bradley obrabia sklepy wciąż

policja szuka morderców, więc przyciska go:

„Pamiętasz tamte strzały w barze Lafayette?

Pamiętasz wóz, którym zwiali? Wysil łeb!

Nie pogrywaj sobie, synku, z nami tu

może to strzelał tamten czarnuch i w długą dał

jesteś biały, śmiało wal!”

Bradley mówi: „On czy nie on – sam nie wiem dziś”

gliny na to: „A na warunek chciałbyś wyjść?

W motelu weźmiesz pracę, my pogadamy z Bello

nie chcesz wracać tam, gdzie zrobią z ciebie cwela

coś pożytecznego wreszcie zrób

ten skurwiel nam tu zhardział, a tam przecież był trup

i to niejeden – może czas

posadzić gnoja w ulu raz za morderstwa trzy

no bo jaki z niego mistrz?”

Na deski gościa Rubin jednym ciosem słał

lecz kwitował krótko: „Taki mam fach

o czym tu gadać? Za to płacą mi

a jak już się wycofam, będę cicho sobie żył

gdzieś znajdę sobie raj

domek nad wodą i cienisty gaj

i będę jeździł konno tam” –

lecz zamiast tego wzięli go do kicia, bo

tam ludzi strąca się na dno

Cały jego proces to był szwindel i szajs

wyrok znany z góry, Rubin nie miał szans

dano mu za świadków lumpów zalanych w sztok

biała publika uznała, że to wandal i łotr

a dla czarnych stał się głupim asfaltem

co zajmuje się mordem i gwałtem

nie znaleźli broni, ale cóż

prokurator wiedział już, że Rubin winien jest

a biała ława zgadza się

Rubin Carter miał parodię, nie sąd

przysięgli jego winę znali wiadomo skąd

Bello oraz Bradley nakłamali na sali

a dziennikarze podawali ich łgarstwa dalej

kłamca i idiota nie od dziś dnia

życie człowieka w garści ma

widząc ten haniebny chwyt

można tylko poczuć wstyd, że jest taki kraj

gdzie się sprawiedliwością gra

Tak to przestępcy piją drinki w cieniu palm

każdy ma zegarek złoty i frak

a tymczasem Rubin gnije w celi dwa na trzy

na ziemi poznał piekło, choć niewinny był

oto jest historia Hurricane’a

i póki nie oczyszczą jego imienia

trzeba wciąż powtarzać ją

wsadzili niewinnego, który lada moment już

mistrzem świata zostać mógł

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Comments ( 3 )
  • Artur

    Panie Filipie czy jest jakiś konkretny znany Panu powód dlaczego Dylan tak szybko i całkowicie zarzucił wykonywanie tego utworu? Może sam zorientował się, że sprawa nie jest tak jednoznaczna i czarno-biała? (spekuluję)
    Utwór oczywiście fenomenalny, bardzo chciałbym usłyszeć jak to brzmi w Pańskim przekładzie. Jak z płytą, bo „jeśli los zdarzy” nie brzmi zbyt optymistycznie, a tu trzeba kuć źelazo itd. itp.

    Odpowiedz
    • Filip Łobodziński

      O ile pamiętam, w grę wchodziło ileś nieścisłości faktograficznych, choć wobec ogólnej wymowy opowieści nie miały one istotnego znaczenia. W każdym razie prawnicy dużo się nachodzili wokół sprawy. Dylanowi zarzucano także, że ani słowem nie wspomniał o krewkim charakterze Cartera, choć to nie usprawiedliwia ewidentnie rasistowskiego podłoża procesu. Na pewno sprawa okresowo przysychała. A w 1985 roku ostatecznie Cartera wypuszczono, więc też już nie było sprawy.
      Utwór na pewno będziemy grać na koncertach, więc jeśli się Panu zdarzy być w tym samym czasie i miejscu co my, to Pan usłyszy. A płyta… za wcześnie prorokować. Musi się znaleźć chętny wydawca, kasa itp. Ale wstępny repertuar płyty już przygotowaliśmy (w postaci listy utworów). Cztery spośród nich już gramy na żywca, więc…

      Odpowiedz
      • Artur II

        Więc i … optymistycznie to wygląda .

        Odpowiedz