loading
19 Kwi

TWEETER AND THE MONKEY MAN

Gangsterska historia ze Springsteenem w tle, podpisana przez pięciu braci Wilbury.

Opowieść była taka: kiedy George Harrison i Jeff Lynne skrzyknęli gwiazdorski kwintet wyleniałych luzaków, czyli Travelling Wilburys, Dylan znajdował się ciągle w dołku twórczym. Miał za sobą kilka lat mało inspirujących płyt, w tym koncertowego pewniaka, z którego wyszło wielkie nic – Dylan & the Dead. Płyta brzmiała, jakby wszystkim strasznie nie chciało się grać – ani samemu Dylanowi, ani koncertowym wyjadaczom Grateful Dead.

Nagła konfrontacja z Lynne’em, Harrisonem, Royem Orbisonem i Tomem Pettym zaowocowała odblokowaniem zatoru. Z Harrisonem i Pettym wielokrotnie współpracował, ale tym razem nie było żadnego musiku, żadnego kontraktu, czysta zabawa. I ta zabawa dała w efekcie co najmniej dwie fajne piosenki. W tym jedną naprawdę kapitalną.

{il. za: https://theeventsoundslike.wordpress.com/2015/02/13/the-mostly-true-history-of-the-traveling-wilburys/}

Jak wspominał potem Petty, Dylan siadł z nim w kuchni i powiedział: „Chciałbym napisać jakąś historię, która się będzie działa w New Jersey. I mam jednego bohatera, o ksywie Tweeter. Potrzebny jest drugi”. „Monkey Man” – rzucił Petty. „Super – Dylan na to – Tweeter i Monkey Man”. Potem jeszcze, jak wspominał z kolei Harrison, Tom i Bob gadali długo o typowo amerykańskich wątkach, z których ani on, ani drugi Angol Lynne niewiele czaili, po czym całość rozmowy została – pewnie przez samego Dylana – spisana w formie piosenki o dwóch dilerach narkotyków (w tym jednym transseksualiście), ścigającym ich tajniaku, nocnych rajdach po całym stanie i epilogu jakże podobnym w nastroju do ostatnich obrazów z pamiętnej epickiej opowieści Lily, Rosemary and the Jack of Hearts. I tam, i tu mamy krajobraz po bitwie i średnie perspektywy oraz niedające się zagłuszyć wspomnienia.

I jest jeszcze jeden ciekawy wątek. Dylan upchał w tekście piosenki mnóstwo aluzji do twórczości Bruce’a Springsteena. Mamy Thunder Road, State Trooper, Factory, Stolen Car, Mansion on The Hill, The River, Lion’s Den, Paradise… A także Jersey Girl, którą Springsteen z powodzeniem wykonuje od lat, a napisaną przez Toma Waitsa. Czy to miał być żart, czy hołd? Raczej to drugie.

Wyszło raźnie, fajnie i z pomysłem:

https://www.youtube.com/watch?v=3Dk1Tfj2mAA

Dylan chyba nigdy nie wykonał na żywo tego kawałka, podpisanego, zgodnie z umową, przez wszystkich członków Travelling Wilburys [Nelson Wilbury, Otis Wilbury, Charlie T. Wilbury Jr., Lefty Wilbury, Lucky Wilbury]. Petty za to chętnie sięgał na koncertach po piosenkę, do której przyłożył się co najmniej koncepcyjnie.

Przekład piosenki na polski kusił mnie od dawna, ale wszystkie odsyłacze do tych „Americana” i świata Springsteena nieco onieśmielały. W końcu jednak uznałem, że sama historia i napęd piosenki będą wystarczająco komunikatywne. Tło było w końcu nieczytelne nawet dla Lynne’a i Harrisona.

„Monkey Man” stał się u mnie Małpim Królem. Gorzej było z Tweeterem, który kiedyś był facetem, potem stał się Jersey girl. „Tweet” znaczy „ćwierkać”. Ale „Ćwierkacz” czy „Świrgoń” (PRL-owskie konotacje!) brzmiały słabo. W końcu wybrałem Pikusia, że niby w końcu to wszystko pikuś. Tekst powstał w ciągu jednego sierpniowego dnia 2017 roku.

Od kilku koncertów gramy tę piosenkę z powodzeniem. To dość oczywiste, bo riff i motoryka dobrze „wchodzą”. Nie cudowaliśmy z aranżacją. Obaj z Jackiem gramy na gitarach akustycznych charakterystyczny riff, perkusja i gitara basowa grają swoje, a Tomek wypełnia całość brzmieniem organowym.

I leci tak:

Małpi Król i Pikuś chcieli kasę mieć na czas

więc późną nocą ożenili kokę oraz hasz

tajniakowi, który siostrę miał imieniem Sue

a o dziwo panem serca jej był Małpi Król

 

Pikuś skautem był, lecz do Wietnamu wzięli ją

i choć innym dziś to wisi, spotkał ją tam ciężki los

oboje czuli, że w New Jersey będą wolni już

więc dziewiątką gnali, po drodze kradnąc wóz

 

Mury padły w krąg

z piekieł dobiegł huk

nie widziałem ich, jak stały

ani gdy runęły w gruz

 

Na Małpiego Króla tajniak dawno ostrzył ząb

już w dzieciństwie marzył, że zapuszkują go

Sue za żonę gangster Bill wziął, gdy czternaście miała lat

z rezydencji do Małpiego Króla kartki jęła słać

 

Oślepieni światłem, z piskiem opon wpadli w Raj

zza kółka Pikuś wyskoczyła, na szosie został wrak

tajniak zaparkował, mówi: „Każdy z was tu łże

jak się zaraz nie poddacie, wszystko to się skończy źle”

 

Mury padły w krąg

z piekieł dobiegł huk

nie widziałem ich, jak stały

ani gdy runęły w gruz

 

Stanowy glina zza karetki wylazł, ale wtem

Pikuś gnata wzięła i mu przestrzeliła łeb

przy fabryce wymarłej, tam, gdzie z pamiątkami kiosk

tajniak przywiązany stał i swój przeklinał los

 

Nazajutrz tajniak ruszył w pościg, nie zaznawszy snu

całą sprawę brał do siebie, nic go nie obchodził łup

Sue nieraz mu mówiła: „Tyś sam mnie uczył, że

ten w zgodzie z prawem w Jersey jest, kto nie da schwytać się”

 

Mury padły w krąg

z piekieł dobiegł huk

nie widziałem ich, jak stały

ani gdy runęły w gruz

 

Gdzieś koło mamra w Rahway na wiór im wysechł bak

tajniak dopadł ich, powiedział: „To się musi skończyć tak”

Sue wybiegła z łóżka, mówi: „Muszę pilnie wyjść”

z szuflady wzięła broń: „Nie pytaj, po co, lepiej śpij”

 

Na miejscu tajniak leżał, w ustach błoto miał i pył

Małpi Król na moście stal, a Pikuś żywą tarczą był

do Małpiego Króla Sue wyrzekła słowa te:

„Pikusia znałam, zanim w dziewczę z Jersey zmienił się”

 

Mury padły w krąg

z piekieł dobiegł huk

nie widziałem ich, jak stały

ani gdy runęły w gruz

 

W Jersey City spokój, tylko ktoś gdzieś rąbie drwa

ja w szulerni siedzę, co się zwie Jaskinia Lwa

telewizor w barze ktoś rozwalił w drobny mak

gdy Małpiego Króla pokazali w wiadomościach dnia

 

Na Florydę się wybiorę, żeby słońca zażyć ciut

tu widoków nie ma, wszystko się zdarzyło już

czasem mi po głowie chodzi Pikuś, czasem Sue

czasem zaś nikt inny – tylko Małpi Król

 

Mury padły w krąg

z piekieł dobiegł huk

nie widziałem ich, jak stały

ani gdy runęły w gruz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Comments ( 3 )
  • Artur

    Nie wiem czy słusznie, ale klimat opowieści trochę przypomina mi Celinę Stanisława Staszewskiego rozsławioną przez Kazika i Kult. Pieśń w oryginale jest świetna; liczę, że niedługo usłyszę Waszą wersję. Szkoda tylko, że Tom i Bob już nic razem nie stworzą, Obaj to jedni z moich absolutnie ulubionych prawdziwie amerykańskich artystów.

    Odpowiedz
    • Filip Łobodziński

      Zagramy ją pewnie 15 maja w Toruniu i 20 maja w Krakowie. Ma Pan blisko?

      Odpowiedz
      • Artur

        Rzut beretem. Jakieś 500 kilometrów 😉
        Miałem być w zeszłym roku we Wrocławiu w czerwcu, nawet bilet był kupiony, ale choroba nie przeszkodziła. Pozdrawiam

        Odpowiedz