loading
24 Paź

W PORZO JEST?

Na parę miesięcy znikliśmy jako zespół z radarów. Ostatni raz graliśmy koncert na początku sierpnia. Ten stan nie może być wieczny i nie będzie. Tym bardziej, że są pewne plany.

Pisałem już wcześniej, że dotyczą one między innymi drugiej płyty. Drugiej czy też trzeciej – skoro ta pierwsza była podwójna, a każdy krążek w niej miał własny tytuł i mógł stanowić osobną opowiastkę. Ta pierwsza, Oj tam, stara, była opowieścią o ludziach, druga – A mimo to był sam – o człowieku. Rzecz jasna, nie da się jednostki wyobcować kompletnie ze zbiorowości, a i zbiorowości traktować w oderwaniu od doznań jednostkowych – choć może niektórzy bardzo by chcieli. Gustave Le Bon pisał o psychologii tłumu, w którym doświadczenia i refleksje jednostki ulegają zawieszeniu bądź zaprzęgnięciu w służbę impulsów zbiorowych, sterowanych nierzadko przez populistów, krzykaczy, mistrzów marionetek.

Ale nie o takiej zbiorowości pisał Dylan w piosenkach, które u nas się pojawiły. W każdym razie raczej nie o takiej.

Jeśli bogowie (kasa, czas, dobrodzieje, wola wszystkich potencjalnie zaangażowanych) będą przychylni, ta nowa odsłona fonograficzna będzie już pojedyncza. Mam jej plan, układ, zawartość, pomysły muzyczne, które oczywiście będą konfrontowane z resztą kapeli. Gdyby jednak wszystko ułożyło się tak, jak sobie wymyśliłem w zaciszu, płyta zawierałaby 16 piosenek.

Z czego aż sześć to przekłady względnie nowe, które powstały już po ukazaniu się książki Duszny kraj, a jeden ze starych w nieco zmienionej wersji.

Płyta zaczynałaby się w nastroju posępnym, kończyła światełkiem w tunelu, a po drodze byłoby różnie – raz przyczajony smok, raz zielony tygrys.

Inspiracje muzyczne w moich pomysłach czerpię od takich majstrów aranżacji i nastroju, jak Carl Perkins, Booker T. & the MG’s, Tom Waits, J.J. Cale, Cat Stevens, Keith Richards i – last but not east – Nina Simone.

https://www.youtube.com/watch?v=4l9a5vIm4so

https://www.youtube.com/watch?v=brNBWyxyDf8

https://www.youtube.com/watch?v=uUdxlcg3hy0

Niektóre piosenki ulegną dramatycznym odmianom. Coś, co w oryginale jest rzewną balladą, stanie się dzikim tańcem o szamańskim rodowodzie. Coś, co Dylan gra jako pospolity rocker, u nas stanie się (mam nadzieję) żwawym twistem. Nastrojowy lament zmieni się (już się zmienia, bo tak to gramy na koncertach, z pozytywnym responsem) w jarmarczną, łobuzerską pieśń. Sympatyczna folkowa ballada na 6/8 – swingującym kawałkiem knajpianym. Itd.

Gdyby – to nieszczęsne „gdyby”… – płyta miała wyglądać, jak ją sobie wymyśliłem, najstarszy utwór na niej pochodziłby z 1964 roku, a najnowszy z 2008. Z lat sześćdziesiątych – cztery pieśni, z siedemdziesiątych – trzy, z osiemdziesiątych – aż sześć, z dziewięćdziesiątych – dwie (z czego jedna wydana dopiero w 2001, wreszcie z nowego tysiąclecia – jedna.

Aż dwa kawałki pochodziłyby z albumu Blonde on Blonde, dwa również z Desire, dwa z Oh Mercy, dwa – spoza premierowych, regularnych albumów (jeden z filmu, jeden z odrzutów, wydany kilka lat po fakcie), jeden – z płyty niesygnowanej  przez Dylana.

A oto szybki przegląd wyimków z tekstów. Tak bym to widział dziś. Ale wszystko – naprawdę wszystko – może się zmienić… Niestety lub na szczęście, się okaże. A zestaw tekstów – zaiste mroczny, co nie? Lubię takie.

Stadiony dla przeklętych, nocne kluby dla złamanych serc

ustawy klepnięte, drzwi zatrzaśnięte, perwersja niweczy sens

przy fabryce wymarłej, tam, gdzie z pamiątkami kiosk

tajniak przywiązany stał i swój przeklinał los

Hazardzista błędny nudził się jak mops

postanowił świat rzucić na wojenny stos

Twój tata jest banitą i towary różne ma

wie, jak noża dobyć i jak do dwóch dodać dwa

Ma na ustach filantropię, na sztandarze szczytny cel

wie, jak ma cię pocałować, jak za serce ująć cię

Widzę pożar na plantacjach, słyszę suchy chłosty ton

widzę duchy po ładowniach statków, czuję tu magnolii woń

dawni bohaterowie przewracają się w grobie

gdy na czołówkach gazet ktoś raz za razem ogłasza, że Szatana przechytrzył

świat powariował, czasy są złe

ja poza zasięgiem, zamknęli tu mnie

dokąd chcesz, jedź

i tam powieś się

na podorędziu zawsze będzie sznur

klątwa bezlitosna twa

dręczy nocą i za dnia

czas wycofać się

przestać męczyć się

coś pożytecznego wreszcie zrób

ten skurwiel nam tu zhardział, a tam przecież był trup

Diabeł czai się w zaułku, w kurniku lis

mów sobie, co chcesz, nie zaskoczysz mnie dziś

w końcu padła na wznak

więc przykryłem ją, chcąc zbadać, co

w dolnej szufladzie ma

A inni z kolei wyrażają sąd

że cokolwiek uczynisz, nie będzie to błąd

lecz życie i śmierć to zwid, na to zważ…

Wybitny polityk kłamie jak z nut

knajpa dla elity, w kuchni pełno much

lecz kogo obchodzi, kogo dopadnie stres

wszystko pasuje, bo w porzo jest

grzmiało dla tych, co stracili mowę, słuch i wzrok

dla samotnej matki w matni, dziwki zdążającej w mrok

dla banity, co jest bity, biczowany jest co krok

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Comments ( 6 )
  • Adam

    nie widzę tu dwóch numerów z Oh Mercy. chyba, że nr 9 ale to mi pod Huck’s Tune trochę podchodzi i daje tego outtejka. Coś umknęło mi? Skąd bierze się błąd 🙂

    Odpowiedz
    • Filip Łobodziński

      Taki tam polityczny świat, Panie Adamie.

      Odpowiedz
      • ADAMG

        no tak, i Blind Willie jako outtake. wszystko w porzo. a przede wszystkim to z niecierpliwością trzymam kciuki, wyborów gratuluję choć oczywiście brakuje mi więcej niż sporo tych absolutnie koniecznie niezbędnych i kilkudziesięciu nieoczywistych ale tym bardziej wartych zaprezentowania

        Odpowiedz
        • Filip Łobodziński

          A czy Trouble jest takie oczywiste? I to na dzień dobry? To mogłaby być fajna płyta.

          Odpowiedz
          • ADAMG

            mam nadzieję, że będzie. żaden wybór w przypadku Dylana nie jest oczywisty a przede wszystkim łatwy. nie będę pisał czego mi brakuje bo brakłoby miejsca, coś też czuję, że nie jest to wybór ostateczny. gorąco wspieram i kibicuję

          • Filip Łobodziński

            To zawsze jest jak wykrawanie własnego organu. Takie rezygnowanie z czegoś.